Ghosts of Memories - Draco & Hermione, history about true love.

Ours history reading magical people


Next Note:
do końca maja
Tytuł:
"..."





Fav Us

About Us



Book of Magic

Add || Look




Ours Memories

ROZDZIAŁ I
Ja mam uczucia...

ROZDZIAŁ II
Nie zauważyliście czegoś dziwnego?...

ROZDZIAŁ III
Przepraszam

ROZDZIAŁ IV
C.L. - dowiem się kto to był

ROZDZIAŁ V
Początek...

ROZDZIAŁ VI
Chyba mam przyjaciółkę

ROZDZIAŁ VII
Randka [?]

ROZDZIAŁ VIII
Przenikliwy wzrok

ROZDZIAŁ IX
Pewność siebie

ROZDZIAŁ X
Jak dzieci...

ROZDZIAŁ XI
Ród Lenox'ów cz.1

ROZDZIAŁ XII
Ród Lenox'ów cz.2

ROZDZIAŁ XIII
Nie ocenia się książki po okładce

ROZDZIAŁ XIV
Zburzyła ten mur



Faves

hermiona-dracoto-understand-oneselfkarenz-beauxbatons-do-hogwartuhermiona-draco-storyhermiona-draco-harryliz-malfoyjestem-przy-tobieh-g-i-d-m-n-z-r-a

Clubs:







One and Only:

heidi-love
martwa-hermiona
mysza-11
schrei ;*
zakochani
i-hate-that
hg-dm-love ;*
slodziutqa
nowaszkola-nowezycie
hate-or-love
prawie-wesoly-swiat
styczniowa
hermiona-ginny-loona
blog-potter-harry
for-emo-people
amy-riddle-i-przyjaciele
za-pozno-na-milosc
dont-leave-me
amanda-riddle-voldemort
scary-story
i-m-here-for-you
hermiona-granger-note
hermiona-draco-story
hermiona-draco-harry
evenn
draco-love-herm
byc-wybranym
syriusz-slyt
tajemnicza-jane
olgusia
daiana-marvolo-riddl
byc-wybranym
granger-i-malfoy
mionka-
patric
inna-hermionka
trytobe
dusia





BLOGOWY ŁAŃCUSZEK
1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki, jaką można znależć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej.

Najbliżej mnie leżała książka "Ludzie bezdomni" Stefana Żeromskiego:
"Daleko więcej materiału do zdumienia ja muszę dla nich przedstawiać."




mylog.pl
+ Title: Wracam
+ When: wtorek, 4 marca 2008
+ Time: 21:47:21
+ With Us 19 People


Wracam.
Ale czy mam jeszcze dla kogo?
Może dla siebie - chcę skończyć to opowiadanie.
Wiem, że kilkakrotnie zawiodłam.
Ale niestety życie czasami różnie się układa i sprawia wielkie niespodzianki.
Nie pisałam z jednego waznego dla mnie powodu - 25 stycznia zostałam mamą.
W czerwcu ubiegłego roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Oboje z chłopakiem byliśmy bardzo szczęśliwi. Niestety od samego początku ciąża była zagrożona i dwa miesiące spędziłam w szpitalu. Gdy wszystko już się układało to we wrześniu zostawił mnie mój wtedy narzeczony. Trudno było mi się pozbierać. W grudniu niestety znowu znalazłam się w szpitalu. Zagrożenie porodem przedwczesnym. Ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło i jestem obecnie mamą półtora miesięcznego chłopca :) A życie uczuciowe staram się na nowo zbudować, ale już z kimś innym.
Tak więc, mam teraz coraz więcej czasu - już mam małą wprawę w matkowaniu - i postanowiłam w końcu wrócić :)
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś będzie chciał czytać to, co napiszę.
Niedługo powinna pojawić się następna część opowiadania.
Pozdrawiam

Darienne

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [19]


+ Title: OGŁOSZENIE II
+ When: sobota, 4 sierpnia 2007
+ Time: 14:33:11
+ With Us 54 People


No wiec tak.
Wreszcie się za siebie wzięłam.
To lenistwo... trzeba było się w końcu ruszyć.
Wiem ,że obiecałam notkę w czerwcu.
Ale wierzcie mi, świadomość, że skończyłam szkołę i praktycznie nie mam już rzadnych obowiązków mnie całkowicie rozleniwiła.
W sumie to brak czasu też tu podziałał niekorzystnie.
Ale wróciłam już na dobre.
Jak widać zmieniłam wystrój bloga.
Zrobię także porządki w ulubionych oraz pododaję linki do listy osób powiadamianych o nowościach.
Pomysł na kolejną notkę już mam.
Wystarczy go tylko przelać na papier.
Myślę, że jeśli mi się uda to już dziś będzie nowa notka.
Najdalej jutro.
Tym razem nie zawiodę.

Pozdrawiam Was kochani bardzo serdecznie.
Wasza Darienne

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [54]


+ Title: OGŁOSZENIE
+ When: wtorek, 12 czerwca 2007
+ Time: 22:52:45
+ With Us 28 People


A więc tak:
WRACAM :)

zakończyłam moją edukację, napisałam maturę i uporządkowałam swoje życie prywatne :)

teraz mam bardzo dużo czasu wolnego więc zaczynam pisać dalej :)

dziękuję ślicznie wszystkim którzy odwiedzali mojego bloga podczas mojej nieobecności
zapewniam Was że napisu 'blog porzucony' nie zobaczycie... mam zamiar doprowadzić tą historię do końca

notka powinna pojawić się w przeciągu tygodnia

pozdrawiam wszystkich i do usłyszenia :)

Lyrical

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [28]


+ Title: Zburzyła ten mur
+ When: piątek, 26 stycznia 2007
+ Time: 15:46:30
+ With Us 159 People


Tak jak obiecałam, notka pojawia się dzisiaj! To chyba napływ weny. Bo jak zauważycie notka jest pokaźnych rozmiarów (jak na mnie). Pisałam ją w Wordzie. Zajęła 7 stron pisanych 12 czcionkż Times New Roman. Jestem z siebie dumna :)
Notkę dedykuję:
* mojej siostrzyczce ;)
* Zakochanej z bloga zakochani
* Niepoprawnej Romantyczce z bloga za-pozno-na-milosc
* Kpt. Marii Ravissant z bloga hermiona-ginny-loona
* kochanej Martynce z bloga hg-dm-love
Zapraszam do czytania i komentowania!





Dormitorium Dziewcząt w Gryffindorze, 30.11.1995

- Hermiona pospiesz się! Nie tylko Ty tu jesteś! – Lavender stała pod drzwiami łazienki i poganiała swoją koleżankę, która przesiedziała tam już ponad godzinę.
- Kobieto, co Ty tam robisz? Utopiłaś się czy co? – teraz to Parvati już nie wytrzymała i zaczęła walić pięścią w drzwi.
Była już 14.15 , a do balu zostały niecałe cztery godziny.
- Hermiona jeśli za chwilkę nie wyjdziesz to wywarzę drzwi! – krzyknęła Lavender. To już był akt desperacji – Liczę do pięciu! – ostrzegła.
Odpowiedziała jej tylko głucha cisza.
- Jeden… dwa… trzy… cztery… pięć! Bom…
Gryfonka nie zdążyła wypowiedzieć zaklęcia, a w drzwiach najbardziej potrzebnego pomieszczenia stanęła brązowowłosa w samym ręczniku i z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Przecież się nie pali – powiedziała spokojnie idąc w kierunku swojego łóżka.
- Ty chyba nie wiesz co mówisz! – krzyknęła Parvati – Lav, tylko błagam nie siedź tam tak długo jak nasza szanowna koleżanka – rzuciła w stronę zamkniętych drzwi i wymownie spojrzała na Hermionę, która właśnie rozczesywała swoje długie włosy. Nie przerywając czynności uśmiechnęła się do współlokatorki i spokojnym głosem powiedziała:
- Nie wiem czym wy się przejmujecie. To tylko bal.
- Tylko? Kobieto, ja się dziwię, że Ty jesteś taka opanowana. Na Twoim miejscu ja bym panikowała. Przecież za partnera masz tego Draco Malfoy’a - odpowiedziała siadając obok dziewczyny – A swoją drogą. Powiedziałaś już chłopakom, że idziesz z Nim?
Brązowowłosa spojrzała się na Parvati i rzekła:
- Nie do końca.
- Jak to? – zaciekawiła się.
- Powiedziałam im tylko, że ktoś mnie zaprosił, ale nie wiem kto – odparła lakonicznie, a w myślach przypomniała sobie w jakich okolicznościach powiedziała to chłopakom.

***FLASHBACK***
Było czwartkowe popołudnie. Właśnie siedziała sobie w Pokoju Wspólnym i czytała „Eliksiry od A do Z”, gdy przyszli chłopacy i usiedli obok niej.
Ron wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, a Harry dawał mu do zrozumienia, że ma się wreszcie odezwać. Brązowowłosa spojrzała na nich znad książki i powiedziała:
- Ron, jeśli chcesz coś powiedzieć to wykrztuś to wreszcie.
Rudowłosy obejrzał się na przyjaciela, a gdy ten mu kiwnął porozumiewawczo głową, od razu wypalił na jednym oddechu:
- Hermionaczyposzłabyśzemnąnabal?
Dziewczyna zmierzyła przyjaciela wzrokiem. Był cały czerwony.
- Czy mógłbyś powtórzyć? Ale wolniej proszę.
Chłopak westchnął i zapytał się jeszcze raz:
- Czy poszłabyś ze mną na bal? – spojrzał na nią wyczekująco, a jego twarz przybrała kolor purpury.
- Przykro mi Ron. Już mnie ktoś zaprosił – odpowiedziała i wróciła do lektury.
- Co?! – wykrzyknął zdziwiony ale także lekko oburzony faktem, że jego przyjaciółka mu odmówiła.
- Przykro mi, ale ktoś mnie zaprosił prędzej – powtórzyła spokojnie nie odrywając wzroku od ksiązki.
- Kto to taki? – zapytał już z nutką złości w głosie.
- Nie wiem – padła lakoniczna odpowiedź.
- Ja kto nie wiesz? Idziesz z kimś i nie wiesz kto to jest?
- Dokładnie Ron – powiedziała tonem jakby tłumaczyła najbardziej oczywistą rzecz na świecie.
- Ale… - rudowłosemu brakło już słów.
Zamiast niego odezwał się Harry, który do tej pory siedział cicho i tylko się przyglądał sytuacji.
- Hermiona, czy mogłabyś nam to wyjaśnić? Po prostu jesteśmy ciekawi
Dziewczyna zamknęła książkę i odłożyła ją na bok. Cicho westchnęła i zwróciła się do chłopaków:
- Po prostu ktoś mnie zaprosił listownie i podpisał się Wielbiciel, a ja się z ciekawości, ale także ze szczerych chęci zgodziłam – odparła nie całkiem zgodnie z prawdą.
- Rozumiem - rzekł czarnowłosy.
- A Ty Harry, z kim idziesz? – zapytała się zmieniając temat.
- Ja… ee… ja idę z… zresztą sami zobaczycie – wyszczerzył się do nich, a na jego twarzy pojawiły się rumieńce.
- No fajnie. Wszyscy z kimś idą tylko nie ja – Ron był oburzony, ale też zasmucony.
- Ron, o ile mi wiadomo to Lav nie ma jeszcze partnera – rzuciła Hermiona.
- Serio? – rudowłosy wydawał się uradowany tym faktem.
- Tak. Idź się jej zapytać. Myślę, że z przyjemnością się zgodzi – odparła rozbawiona i puściła przyjacielowi oczko. Ten nie czekając dłużej pobiegł poszukać Lavender.
***END FLASHBACK***

- Ale się zdziwią – rzuciła Lavender wychodząc z łazienki – Ciekawa jestem z kim idzie Harry.
- Ja też jestem tego ciekawa. Bardzo… - odparła Hermiona.
Brązowowłosa odłożyła szczotkę na nocny stolik i podeszła do swojej szafy. Wyciągnęła z niej wielkie czarne pudło. Położyła je na łóżku i usiadła obok.
- Nadeszła wielka chwila – powiedziała bardziej do siebie niż do towarzyszek. Dziewczyny jednak zaciekawione zajęły miejsca obok koleżanki.
- Herm, to Twoja dzisiejsza kreacja? – zapytała Lav wskazując na pudło.
- Tak. Tą suknię odziedziczyłam po babci. W niej szła do ślubu – współlokatorki spojrzały na nią zdziwione. Ta widząc ich miny dodała szybko – Oczywiście została troszkę przerobiona.
Uśmiechnęła się delikatnie i otworzyła tajemnicze pudło. Z ust dwóch Gryfonem wydobył się okrzyk zachwytu.
- Herm, ona jest piękna! Załóż ją natychmiast!
Dziewczyna nie czekała długo. Wyjęła suknię z kartonu i zniknęła ją za drzwiami łazienki.
Po kilku minutach wyszła. Lavender i Parvati nie były w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. Siedziały nieruchomo wpatrzone w koleżankę z szeroko otwartymi buziami.
- Aż tak źle? – zapytała brązowowłosa przeglądając się w lustrze.
- Hermi. Wyglądasz jak księżniczka! – wykrzyknęła Parvati.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą i sama sobie w duchu przyznała, że efekt przeszedł jej najśmielsze oczekiwania. Delikatnie dłońmi przejechała wzdłuż swojej talii i obracając się, przyjrzała się sukni.
Śnieżnobiała z gorsetem i rozszerzonym dołem, bez ramiączek, wiązana na plecach… A na całości błyszczały się drobniutkie srebrne koraliki.
Hermiona podeszła do swojego łóżka i wyciągnęła z pudła parę białych bucików.
- Lav? Uczeszesz mnie jakoś? – zapytała.
- Oh, oczywiście! – wykrzyknęła uradowana i ręką wskazała krzesło przed lustrem.
Brązowowłosa posłusznie usiadła i oddała się ufnie w ręce koleżanki.
Po kilku minutach fryzura była gotowa. Jej lśniące loki upięte były w luźny kok, a na twarz spływał jeden delikatny kosmyk.
- Herm, mogę Cię umalować? Proszę – zapytała się Parvati.
- Oczywiście, tylko nie przesadzaj. Proszę Cię – odpowiedziała lekko rozbawiona zaangażowaniem współlokatorki.
Na jej powieki został nałożony perłowy cień, a oczy podkreślił czarny tusz. Usta zaś uwydatnił i rozświetlił srebrzysty błyszczyk.
- Kobieto, powalisz chłopaków na kolana! Dzisiaj wszyscy są Twoi! – krzyknęła uradowana Lav.
- Oh nie przesadzaj – na twarzy brązowowłosej pojawił się delikatny rumieniec – Wy też ślicznie wyglądacie – rzuciła do dziewczyn – Lav, ten błękit podkreśla Twoje śliczne oczy i letnią opaleniznę. A Twoja czarna suknia Parv, uwydatnia Twoje kształty i pięknie kontrastuje z Twoją jasną cerą. Tak więc dziewczyny, dzisiaj wszystkie jesteśmy księżniczkami - powiedziała wesoło.
- No to moje księżniczki, pora wychodzić – zaszczebiotała Lavender.
Dziewczyny zabrały swoje torebki i opuściły dormitorium.

Pokój Wspólny Gryfonów, 30.11.1995

Harry i Ron siedzieli przy kominku i czekali na dziewczyny. Każdy z nich myślał o czymś zupełnie innym, ale obydwoje jednakowo się denerwowali. Młody Potter bał się reakcji partnerki. Nie wiedział, co zrobi, gdy dowie się, że to on jest jej cichym wielbicielem. Cholernie bał się odrzucenia. ”Potter uspokój się! Wszystko będzie dobrze. Przyjęła zaproszenie, a to już coś.” - odezwał się pocieszający głosik w jego głowie. Trochę mu ulżyło, a na twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
Rudzielec przejmował się, że popełni jakąś gafę w obecności Lavender. Podobała mu się już od dawna, ale niestety miał mały problem ze swoją nieśmiałością, by jej to wyznać.
Oboje poderwali się z miejsc na dźwięk zamykanych drzwi dziewczęcego dormitorium. Ruszyli w kierunku schodów i stanęli w miejscu porażeni widokiem istot, które właśnie po nich schodziły.
- Niebiańskie istoty – wyrwało się Harry’emu , na co trójka dziewcząt uśmiechnęła się.
- Lavender… wyglądasz pięknie – rzucił oniemiały Ron w kierunku swojej dzisiejszej towarzyszki.
- Dziękuję – odpowiedziała chwytając wystawione przez chłopaka ramię.
- No to jak? Idziemy? – rzuciła jeszcze do pozostałych.
- Ja tak. Umówiłam się z Josh’em pod Wielką Salą. – powiedziała Parvati i przeskoczyła przez dziurę pod portretem.
- To w takim razie my też już idziemy – rzucił Ron i razem ze swoją partnerką wyszli z Pokoju Wspólnego.
- Idziesz Hermi? – Harry zwrócił się do Hermiony.
- Idź ja was dogonię. A jak nie to spotkamy się w Wielkiej Sali – powiedziała.
- Ok – chłopak ruszył ku wyjściu, lecz zanim wyszedł, dodał jeszcze – Hermi, wyglądasz bosko!
Puścił jej oczko i zniknął w korytarzu.
- No, pora iść – rzuciła do siebie i ruszyła ku Wielkiej Sali.

Hol przed Wielką Salą, 30.11.1995

Draco niecierpliwie czekał pod wielkim zegarem stojącym pod Wielką Salą. Nerwowo spoglądał na wskazywaną przez niego godzinę. Przeczesał dłonią swoje blond włosy i przygładził czarny frak. Nie mógł się już doczekać, kiedy ją zobaczy. W głowie odezwał się cichy głosik przypominający jego siostrę: ”I co kobieta potrafi zrobić z mężczyzną.” W duchu przyznał jej rację. Od tego czasu co zaprzyjaźnił się z Herminą, zmienił się o 180 stopni. No, może zostało mu jeszcze co nieco z dawnego charakterku. Ponownie spojrzał na zegar. Właśnie wybijał osiemnastą.
Nagle coś mu kazało się odwrócić w stronę schodów. Stała tam. Hermiona. Niebiańska istotka. Jego Maleństwo. Zachwycił się nią, była piękna. Powolnym krokiem podążył w jej kierunku.
- Witaj Maleństwo – przywitał się całując jej delikatną dłoń.
- Witam Smoku – z pełną gracją ukłoniła się towarzyszowi.
Przechodnie wpatrywali się w nich zszokowani. Nigdy nikt by nie przypuszczał, że zobaczy ich w takiej sytuacji. To niespotykane.
Gryfonka i Ślizgon.
Granger i Malfoy.
Ona i On.
Draco wystawił w jej kierunku ramię. Chwyciła je delikatnie się uśmiechając, a do jego nozdrzy dotarł je subtelny konwaliowy zapach. Jej zapach. Tylko ona tak pachniała.
Uśmiechnął się do niej i poprowadził ją do Wielkiej Sali.

***KILKA MINUT WCZEŚNIEJ***
Harry nerwowo wypatrywał swojej partnerki w tłumie rozweselonych uczniów. Dochodziła już szósta. Nie mógł się doczekać kiedy ją ujrzy. Ale bał się. Wrócił strach co do jej reakcji. ”Cholera” - zaklął w myślach. Ponownie spojrzał na zegar i odwrócił się w stronę wyjścia z lochów.
”Jest. To ona. Jak pięknie wygląda.” - pomyślał, gdy tylko ją ujrzał. Przełknął głośno ślinę i ruszył w jej kierunku.
Ciemnozielona atłasowa suknia podkreślała jej piękną figurę i alabastrową cerę, a długie rozcięcie ukazywało zgrabną nogę dziewczyny.
”Raz kozie śmierć” - pomyślał i:
- Witaj piękna Pani – przywitał się i szarmancko ukłonił delikatnie chwytając jej dłoń, by ją ucałować.
- Harry? To Ty jesteś tym Wielbicielem? – Debra nie kryła swojego zdziwienia zaistniałą sytuacją.
- Rozczarowałem Cię… - bardziej stwierdził niż zapytał.
- Oczywiście, że nie. Cieszę się, że to właśnie Ty, a nie jakiś obrzydliwy Ślizgon. Ale w życiu bym się nie spodziewała… - urwała i spojrzała jak twarz Gryfona nabiera wyrazu szczęścia.
- To… czy uczynisz mi ten zaszczyt? – zapytał podając jej swoje ramię.
- Z przyjemnością – odpowiedziała chwytając się Harry’ego.
I razem radośni powędrowali do Wielkiej Sali na bal…

Wielka Sala, 30.11.1995

Wielka Sala była piękna tego wieczoru. Sklepienie ukazywało bezchmurne niebo przystrojone milionami jaśniutkich gwiazd. Po środku znajdowało się miejsce przeznaczone do tańca. Szklany parkiet odbijał światło gwiazd i księżyca ze sklepienia, ale także blask świec krążących w powietrzu. Po bokach poustawiane były czteroosobowe stoliki. Uczniów było już sporo. Hermiona wzrokiem wypatrywała swoich przyjaciół. Nie chciała by popsuli jej zabawę jeszcze zanim się rozpoczęła. Postanowiła jak na razie ich unikać.
- Powiedziałaś swoim przyjaciołom? – Draco jakby czytał w jej myślach.
- Nie – odpowiedziała – Nie będę im się przecież ze wszystkiego tłumaczyć jak pięcioletnia dziewczynka – dodała pewniej.
- Mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować Maleństwo – szepnął jej do ucha.
- Z pewnością nie będę – uśmiechnęła się do chłopaka i razem podążyli w kierunku wolnego stolika.
Ślizgon odsunął dziewczynie krzesło, pozwalając jej usiąść, po czym sam zajął miejsce naprzeciwko.
- Napijesz się czegoś? – zapytał patrząc jej prosto w oczy.
- Poproszę o sok brzoskwiniowy – z chwilą wypowiedzenia tych słów, na stoliku pojawił się napój.
Hermiona zdążyła upić kilka łyków zanim zagrali wolną piosenkę.
- Można? – zapytał blondyn wyciągając do niej swoją dłoń.
Dziewczyna skinęła głową i razem powędrowali na parkiet. Chłopak przygarnął ją do siebie i zanurzył twarz w jej włosach. Gryfonce zrobiło się gorąco. Przymknęła oczy i poddała się rytmowi muzyki.

”Twój dotyk, lekki cichy wiatr. Popatrz tam – jasny blask. Na szklanej plaży biały kwiat”

Wirowali na środku szklanego parkietu. Tańczące wokół nich pary przyglądały się im uważnie. Żeńska część z zawiścią patrzyła na Hermionę, a męska z zazdrością na Dracona. Jednak oni niczym się nie przejmowali. Nic się teraz nie liczyło.

”Już nie istnieje dla Nas czas. Ukryjmy się, nie znajdą Nas. Nie szukaj nic, już wszystko masz.”

Całkowicie poddali się chwili. Wszystko dookoła przestało istnieć. Zapomnieli w tej chili, że znajdują się w Wielkiej Sali pośród wszystkich uczniów klas 5-7. Nie myśleli teraz o tym, że jutro wszyscy się o wszystkim dowiedzą. Odwieczni wrogowie razem na balu. Sensacja roku. Ba, stulecia. Ale teraz najważniejsza była ta druga osoba.

”Bo wiesz, za tysiąc lat nie będzie nikt pamiętał Nas. Tym jednym życiem trzeba żyć, beztrosko śnić i iść.”

Draco czule przytulił partnerkę. Jedną dłonią obejmował ją w pasie, a drugą delikatnie gładził jej plecy. Hermiona poddała się mu całkowicie. Swoje drobniutkie dłonie ułożyła na klatce piersiowej chłopaka, a głowę zbliżyła do miejsca, gdzie słychać było bicie serca. Wsłuchała się w jego rytm. Teraz niczego innego nie pragnęła jak Jego bliskości. A jej towarzysz chciał dokładnie tego samego.

”I schowam pragnienia, by nikt nie zabrał ich. Na samym serca dnie i w każdym słodkim śnie, gdzie zawsze spełnią się”

Piosenka się skończyła. Oboje niechętnie się od siebie oderwali. Gryfonka spojrzała w stalowe tęczówki blondyna. Były takie głębokie. Wyrażały bezgraniczne szczęście i… coś jeszcze… Speszyła się i spuściła głowę, a na jej twarzy wykwitły delikatne rumieńce zakłopotania.
Draco prawą dłonią dotknął jej policzka. Po chwili uniósł jej twarz tak, by mógł patrzeć w jej oczy.
- Nie bój się mnie – szepnął, nie odrywając wzroku od jej ciepłych tęczówek.

”Zaufaj mi, tak mało o mnie wiesz. Za jeden uśmiech Twój zabiorę Cię, gdzie chcesz.”

Hermiona czuła, że może mu zaufać. Nie odwracając spojrzenia od jego oczu, delikatnie się uśmiechnęła.
Nagle poczuła szarpnięcie. Ktoś brutalnie chwycił ją za ramię i odciągnął ją od Dracona. Magia chwili bezpowrotnie zniknęła.
- Jak mogłaś? – usłyszała nad sobą gniewny głos Rona – Czy Tobie już kompletnie odbiło? – chłopak już prawie krzyczał.
- Ron, uspokój się. Nie rób scen. – rzuciła pretensjonalnie brązowowłosa, nerwowo rozglądając się dookoła na przyglądających się im niektórych uczniów.
- Scen?! To Ty robisz sceny pokazując się z tym ulizańcem! – krzyknął wskazując palcem na Mal foy’a.
- Nie nazywaj go tak! – Gryfonka była już bliska łez – Nie będziesz mi mówić co mam robić ze swoim życiem! Ani z kim mam się spotykać a z kim nie! To moje życie! – wykrzyknęła mu prosto w twarz.
Draco próbował się wtrącić i utrzeć nosa Wieprzlejowi, lecz dziewczyna stanowczym ruchem ręki mu zabroniła. Postanowił więc to uszanować.
- Widzę właśnie! Ciekawe co on takiego ma, czego ja nie mam, że wolałaś iść z nim a nie ze mną?! Rozumiem! Lecisz na jego kasę! Nie spodziewałem się tego po Tobie! Zawiodłaś mnie Hermiono. Zachowujesz się zupełnie tak jak wszystkie jego dziwki!
Tego było już dla niej za wiele. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Tak bardzo chciałaby w tym momencie zniknąć.

”Weź mnie stąd, już nie mogę iść pod prąd.”

Ślizgon już nie mógł na to patrzeć. Przyłożył rudowłosemu z pięści w twarz. Po czym podszedł do Hermiony i ją przytulił.
- Ja już lepiej pójdę. Dość masz kłopotów przeze mnie – szepnął jej do ucha.
Ukłonił się jej i chwyciwszy jej dłoń, ucałował ją.
Ostatni raz spojrzał w jej zaszklone oczy i odwróciwszy się, wyszedł z Wielkiej Sali.
Gryfonka zmierzyła Rona leżącego na ziemi i trzymającego się za zakrwawiony nos.
- Nienawidzę Cię – wysyczała w jego kierunku i ruszyła ku wyjściu z Wielkiej Sali.
Po drodze dostrzegła w tłumie Harry’ego trzymającego w pasie Debrę Malfoy(!), ale teraz jakoś było to dla niej mało istotne. Ważna była mała karteczka, którą trzymała w dłoni.

Czekam pod zegarem
Draco


Hermiona otworzyła wielkie drzwi i podążyła pod zegar.
Czekał tam. Na nią.
Uśmiechnął się na jej widok. Podszedł i przytulił ją.
- Chodź ze mną – szepnął i pociągnął ją za rękę za sobą.

”Zabiorę Cię, gdzie nikt nie znajdzie Nas. Gdzie tylko Ty i Ja…”

Szybszym krokiem podążyli korytarzami Hogwartu. Szli w milczeniu, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało.

Pokój Życzeń, 30.11.1995

Dotarli na trzecie piętro. Chłopak zatrzymał się przed jakimiś drewnianymi drzwiami. Zamknął oczy i zaczął przechadzać się tam i z powrotem. Gdy minął je po raz trzeci, spojrzał na towarzyszkę. Otworzył drzwi i gestem zaprosił ją do środka.
Hermiona zaniemówiła. Widok był przepiękny. Pokój Życzeń - pomyślała rozglądając się dookoła. Znajdowali się w… Wielkiej Sali. W tej, którą przed chwilą opuścili. Tylko, że ta była tylko dla nich. Blondyn klasnął w dłonie i zaczęła grać muzyka. Ta sama wolna piosenka.
- Zatańczysz? – zapytał.
Dziewczyna uśmiechnęła się i wtuliła w ramiona chłopaka. Widziała te wesołe iskierki w jego oczach…

”Spoglądam w oczy Twe, widzę tylko lęk. Za dużo pytań dzisiaj jest o nowy dzień”

Draco przycisnął ją do swojej piersi tak, jakby bał się, że za chwilę ktoś mu ją odbierze. Że zabierze mu jego Maleństwo.
Hermiona przymknęła oczy i kolejny raz poddała się chwili. Tak wspaniale jej było, gdy on był blisko niej. Ciche westchnięcie wydobyło się z jej malinowych ust.
Chłopak uniósł jej twarz i spojrzał na nią badawczo. Uśmiechnął się czule.
- Jesteś taka piękna – szepnął gładząc dłonią jej policzek.

”Nie mów nie, nie zamykaj drzwi. Zostaw mi miejsce w sercu swym.”

Chciała coś powiedzieć, ale Ślizgon powstrzymał ją kładąc swój palec na jej ustac. Spojrzał jej głęboko w orzechowe oczy, po czym przyciągnął ją do siebie i delikatnie musnął jej usta swoimi. Spojrzał w jej oczy ponownie i nie widząc żadnego sprzeciwu z jej strony, czule ją pocałował.
Gryfonka oddawała pocałunki. Było jej jak w niebie. Czuła się wspaniale, jak nigdy przedtem, jak nigdy jeszcze w swoim życiu. To dziwne uczucie wypełniało ją całą. Czuła, że teraz mogłaby latać…
Gdy się od siebie oderwali, spojrzała w te jego tęczówki. Przestraszyła się. Bała się, że to mogłoby zajść za daleko. Bała się tego co poczuła, gdy Draco ją całował i dotykał. Powoli zaczęła się cofać ku wyjściu.
- Ja… ja muszę już iść – rzuciła niepewnie w stronę zdziwionego chłopaka i wybiegła z Pokoju Życzeń.
W tej samem chwili został całkowicie zburzony mur, którym Ślizgon otaczał się przez tyle długich lat.
A dokonała tego ta maleńka osóbka. Ta dziewczyna, która jeszcze przed kilkoma miesiącami była jego największym wrogiem. Ta, którą ciągle wyzywał od szlam. Ta, której zapach jeszcze unosił się w powietrzu i której ust smak wciąż jeszcze czuł na swoich.


***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [159]


+ Title: Nie ocenia się książki po okładce
+ When: niedziela, 21 stycznia 2007
+ Time: 00:50:42
+ With Us 17 People


No i wreszcie nowa notka ;) Chciałabym oświadczyć wszem i wobec, że nie zamierzam porzucić tego bloga. Mam zamiar doprowadzić opowiadanie do samego końca ;) Tę notkę dedykuję:
* niepoprawnej romantyczce z bloga za-pozno-na-milosc za najdłuższy komentarz jaki w życiu miałam ;*
*Kpt. M. Ravissant z bloga hermiona-ginny-loona ;*
ZAPRASZAM!




Korytarze Hogwartu, 23.11.1995

Hermiona powolnym krokiem przemierzała kolejny korytarz. Rozmyślała o tym całym pokoju. I o zdjęciu, które znalazła. Zastanawiała się skąd by mogła znać tych ludzi. Przecież ich nigdy na oczy nie widziała. Tak bynajmniej myślała. Bo niby skąd nagle wzięli się w jej pamięci? Tego nie wiedziała. Wyciągnęła z kieszeni fotografię znalezioną w pokoju. Przyjrzała się jej uważniej. Oczy tego chłopaka. Takie ciepłe. Takie… znajome. Zaczęła się już w tych wszystkich zagadkach gubić. Schowała zdjęcie i cicho westchnęła. Spojrzała przez wielkie okno wychodzące na jezioro. Jego gładka tafla odbijała światło wielkiego księżyca. Niebo usłane drobnymi gwiazdami wyglądało tak spokojnie. Błonia skąpane w promieniach jaśniejącej tarczy były takie piękne. A Zakazany Las… On też miał swój urok tej nocy. Nawet pomimo niebezpieczeństw, które w nim zamieszkują. Kolejne westchnięcie wydobyło się z ust młodej Gryfonki. Ruszyła z miejsca powolnym krokiem wciąż nie odrywając wzroku od krajobrazu na zewnątrz. Był taki… magiczny…
- Auć – dziewczyna masowała dłonią swoją skroń. Zderzyła się z kimś i upadła na posadzkę.
- Uważaj jak kroczysz mała - powiedział blondyn wyciągając w jej stronę swoją rękę.
- Wcale nie jestem mała - odpowiedziała brązowowłosa chwytając pomocną dłoń.
- Rzeczywiście – odparł chłopak spoglądając z góry na drobną postać Gryfonki. Sugestywnie uniósł lewą brew do góry, co wywołało uśmiech na ustach Hermiony.
- No dobra. Niech Ci będzie. Jestem mała, ale nie musisz mi tego przypominać – odparła patrząc na postać Ślizgona. Rzeczywiście przy nim nie była mała, lecz maleńka. Ona mierzyła skromne 167 cm, co przy wzroście chłopaka, czyli jakieś 192 cm, było naprawdę niewiele.
- A mogę Cię nazywać maleństwem? – Draco ponownie uniósł brew do góry i uśmiechnął się na osóbkę stojącą przed nim.
- Oh przestań – odparło maleństwo.
- A dlaczego by nie? Ja tu chcę do Ciebie tak ładnie mówić a Tobie się nie podoba – chłopak skrzyżował ręce na piersi i zrobił minę obrażonego. Gryfonka roześmiała się cicho.
- No dobrze. Możesz. Pod warunkiem, że ja do Ciebie będę mogła mówić… hmmm… pomyślmy – dziewczyna udała zamyśloną, a ręką podrapała się po burzy swoich brązowych loków. Chłopak spojrzał na nią.
- A może mów mi per Smoku? Jak wszyscy moi przyjaciele - odparł kładąc nacisk na ostatnie słowo. Hermiona spojrzała na niego trochę zdziwiona.
- No ok. Niech Ci będzie… Smoku - uśmiechnęła się. Po chwili oboje szczerze się śmiali. Maleństwo i wielki Smok.
Kilka minut później, łapiąc oddech, dziewczyna się odezwała.
- Skończyłeś już patrolować swoją część?
Chłopak tylko skinął głową na tak.
- To może sobie gdzieś usiądziemy i pogadamy? – zapytała nieśmiało.
- Nie ma sprawy Maleństwo – Draco mrugnął do brązowowłosej i po chwili oboje szli w stronę najbliższego okna.
Hermiona sprawnie wskoczyła na parapet siadając naprzeciwko blondyna. Zapanowała krępująca cisza, którą przerwał chłopak.
- Hermiona…
- Tak? – odpowiedziała odwracają spojrzenie od widoku za oknem i przenosząc je na rozmówcę.
- Dziękuję.
- Za co? – spytała zdziwiona.
- Eeee… za to że… po prostu za to, że jesteś – odparł cicho.
- Za to powinieneś podziękować moim rodzicom a nie mnie – powiedziała uśmiechając się delikatnie.
- Ale i tak dzięki. Za to, że ze mną w ogóle rozmawiasz i spędzasz czas – powiedział blondyn patrząc w ciepłe oczy Gryfonki.
- Nie ma za co. Bo naprawdę miło spędzam czas z Tobą – teraz ona spojrzała w stalowe tęczówki towarzysza. Pomimo ich koloru, nie były one zimne. Były wesołe i… ciepłe.
- Ja z Tobą również – odparł, a w myślach dodał ”Nawet nie wiesz jak bardzo”
- To dziwne… - rzekła dziewczyna po chwili milczenia.
- Co takiego? – zapytał zaciekawiony.
- Jak rozmowa i bliższe poznanie może zmienić całkowicie zdanie o drugim człowieku.
- To prawda. Jak to gdzieś usłyszałem: „Nie można oceniać książki po wierzchu” – odparł blondyn
- Chyba po okładce? – zapytała rozbawiona dziewczyna.
- No tak. Chyba tak. Nie znam się po prostu na mugolskich powiedzonkach – odparł zmieszany. Delikatnie wystawił język i podrapał się po głowie.
Hermoinę rozbawił ten fakt i roześmiała się szczerze. Jej perlisty śmiech rozniósł się po pustym o tej porze korytarzu. Draco delikatnie się zarumienił i dołączył do towarzyszki wybuchając radosnym śmiechem.
- Maleństwo, nie ładnie tak się śmiać z kolegi – powiedział opanowując powoli swój śmiech i łapiąc oddech. Spojrzał na nią.
- Przecież ja się z Ciebie nie śmieję – odparła w przerwach wciąż nie mogąc się opanować.
- Na pewno? – zapytał pogłębiając swoje spojrzenie.
- Tak Smoku – odparła radośnie przyglądając mu się uważnie. Jego spojrzenie ją speszyło.
- No nie patrz się tak na mnie – powiedziała mu nie mogąc już znieść widoku jego tęczówek wlepionych w nią.
- Jak? – jego wzrok stał się bardzo wymowny.
- No właśnie tak – odparła.
- Ale jak? – spytał ponownie już troszkę rozbawiony.
- No tak jak teraz. Tak jakby wielki Smok chciałby rzucić się na bezbronne Maleństwo – rzuciła robiąc niewinną minkę. Po chwili pożałowała swoich słów. Po raz kolejny tego wieczoru po howardzkich korytarzach rozniósł się perlisty śmiech Gryfonki. Draco zszedł z parapetu i podszedł do towarzyszki. I najzwyczajniej w świecie zaczął ją… łaskotać! Dziewczyna mając koszmarne łaskotki nie mogła już wytrzymać. Z jej oczu zaczęły lecieć łezki.
- Nie będziesz się już ze mnie śmiać? – zapytał nie przerywając swoich ‘tortur’.
- Nie.. nie będę już… ale przestań… proszę – wyrzuciła z siebie w przerwach między kolejnymi napadami śmiechu.
- Hmmm… a co z tego będę miał, że przestanę? – zapytał z rozbawieniem.
- Nie wiem… co zechcesz… ale przestań już… bo nie wytrzymię… - krzyczało Maleństwo.
- No dobrze – chłopak przestał i usiadł z powrotem naprzeciwko Hermiony. Przyglądał się jak brązowowłosa łapczywie łapie oddech i powoli się uspokaja.
- Jak wymyślę co takiego będę chciał to dam Ci znać – odparł uśmiechając się.
- Tylko zbytnio nie przesadzaj z tym Twoim życzeniem Smoku – rzekła uśmiechając się do niego.
- Spokojnie. Nie będzie takie straszne. Może… może na przykład odrobisz za mnie pracę domową z eliksirów… - chłopak podrapał się po brodzie i udał zamyślonego.
- No wiesz Ty co... Co najwyżej mogę Ci w tym pomóc. – odrzekła Gryfonka.
- No dobra. To mi pomożesz i… no a nad resztą jeszcze pomyślę – odparł uśmiechając się do niej.
- Niech Ci będzie – dziewczyna mrugnęła do niego.
Ponownie nastała cisza. Ale tym razem wcale im ona nie przeszkadzała. Jednak po kilku minutach odezwał się Draco.
- Już troszkę późno się zrobiło… - powiedział powoli – chyba powinniśmy już się zbierać.
- Tak. Chyba masz rację. – odparła zeskakując z parapetu.
- Odprowadzić Cię? – zapytał nieśmiało.
- Jeśli chcesz…
- Chcę.
Ruszyli powolnym krokiem w stronę Wieży Gryffindoru. Po drodze mało się do siebie odzywali. Częściej padały ukradkowe spojrzenia na drugą osobę lub po prostu kolejny raz tego wieczoru śmiali się opowiadając sobie krótkie anegdotki ze swojego życia.
Dotarli na miejsce i zatrzymali się pod portretem Grubej Damy. Hermiona odwróciła się w stronę blondyna.
- No to… cześć i do zobaczenia – powiedziała. Wspięła się na palce i pocałowała Ślizgona w policzek.
- Dobranoc Smoku – rzuciła szybko i zniknęła za portretem.
Chłopak jeszcze przez chwilę patrzył się na portret, po czym odwrócił się i pomaszerował w stronę lochów.

Dormitorium dziewcząt w Gryffindorze, 23.11.1995

Hermiona szybko wzięła kąpiel i ubrała się w piżamę. Usiadła po cichu, by nie zbudzić współlokatorek, na swoim łóżku i zaczęła rozczesywać swoje włosy. Powoli odłożyła szczotkę na nocny stolik. Zasłaniając kotary usłyszała ciche pukanie w okno. Spojrzała w tamtym kierunku i dostrzegła czarnego puchacza. Powoli podeszła i po cichu otworzyła okno wpuszczając sowę do środka. Ta usiadła na jej łóżku i wyciągnęła w jej stronę swoją nóżkę, do której przywiązany był liścik. Brązowowłosa powoli go odwiązała i zaczęła wzrokiem śledzić jego treść.

Hej Maleństwo!
Wymyśliłem dalszą część mojego życzenia.
Może poszłabyś ze mną na bal za tydzień?
Jeśli oczywiście Twoi przyjaciele nie potępią Cię za to.
Odpisz szybko.
Czekam.
Smok


Na twarzy Hermiony zagościł delikatny uśmiech. Chciałaby się zgodzić, ale co na to powiedzą jej przyjaciele? Pewnie się obrażą. Przecież to ich wróg numer jeden. ”Ale przecież to tylko bal.” - pomyślała - ”Jakoś im to wytłumaczę”. Chwyciła do ręki pióro i pergamin. Napisała szybko odpowiedź.

Jasne, że z Tobą pójdę. To będzie dla mnie przyjemność.
Maleństwo


Przywiązała karteczkę do nóżki puchacza i wypuściła go przez okno.
Kładąc się spać na jej twarzy gościł delikatny uśmiech, który nie miał zamiaru wcale zniknąć.


Dormitorium chłopców w Gryffindorze, 23.11.1995

Czarnowłosy chłopak siedział na swoim łóżku z pergaminem i piórem w ręce. Dookoła niego leżało pełno pozgniatanych kartek. Jego zielone tęczówki patrzyły w pustą przestrzeń, a twarz wyrażała głębokie zamyślenie. ”Jak ja mam to napisać? A jeśli się nie zgodzi?” - Harry intensywnie rozważał wszystkie za i przeciw. Postanowił jednak spróbować. Przestał przygryzać swoje pióro i naskrobał na pergaminie kilka słów.

Czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i poszłabyś ze mną na bal 30.11?
Byłbym bardzo szczęśliwy mając Ciebie tego dnia u swojego boku.
Nie musisz od razu odpowiadać.
Jak się zastanowisz to prześlij odpowiedź przez tą sowę.
Zostanie ona u Ciebie dopóki nie dostanie wiadomości zwrotnej.
Czekam z niecierpliwością na decyzję.
Cichy wielbiciel


Chłopak jeszcze raz przeczytał to co napisał i podał Hedwidze list. Szepnął jej nazwisko adresatki i wypuścił ją przez okno.
Chwilę patrzył za sową, dopóki nie zniknęła w ciemności.
Kładąc się spać był pełen nadziei, a na jego twarzy gościł delikatny uśmiech.


***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [17]


+ Title: Ród Lenox'ów cz.2
+ When: niedziela, 31 grudnia 2006
+ Time: 16:52:52
+ With Us 27 People


Zebrałam w sobie siły i dodaję notkę jeszcze w starym roku :) A w związku z tym ,że dziś Noc Sylwestrowa chciałabym złożyć Wam wszystkim gorące życzenia. Aby w Nowym Roku było 12 miesięcy zdrowia, 53 tygodnie szczęścia, 8760 godzin wytrwałości, 525600 minut pogody ducha i 31536000 sekund miłości. Szczęśliwego Nowego Roku 2007!! ;*



Szkolna Biblioteka, 23.11.1995

Draco siedział samotnie w bibliotece. Prawdę powiedziawszy nie przejmował się tym ani trochę, że nikt mu w tym momencie nie towarzyszy. Przynajmniej w spokoju i ciszy mógł szperać w stertach starych ksiąg. Od godziny ślęczał nad pożółkłymi stronicami i szukał. Szukał informacji na temat Lenox’ów. Wiedział, że gdzieś coś o nich było. Wiedział, że gdzieś coś o nich słyszał. ”Cholera” zaklął w myślach, gdy odłożył już kolejną księgę na bok. Jak na razie poszukiwania nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. ”Przecież gdzieś musi być cokolwiek o nich. Wiem o tym.” - młody Ślizgon się nie poddawał. Z tego przecież był znany. Uparty i zawsze dostawał to, co chciał. Nie było innej możliwości. Wszystkie jego zachcianki musiały być spełniane. ”Rozkapryszony bachor ze mnie” - stwierdził z lekkim niesmakiem do samego siebie. Ale tak go wychowywano.
Przerzucił kolejne stare stronice, gdy coś przykuło jego uwagę. Uważnie zaczął wczytywać się we fragment „Dziejów słynnych czarodziejskich rodów”.

Rodzina Lenox - tak brzmiał nagłówek - Najstarszy z czarodziejskich rodów. Jako jedyny ze wszystkich mógł się poszczycić najbardziej nieskazitelnie czystą krwią od pokoleń w całym magicznym świecie. Książęca rodzina wywodząca się z pradawnych czasów. Uznająca równouprawnienie pomiędzy wszystkimi rasami istot żyjących na tym świecie. Całkowicie neutralna i jednocześnie najpotężniejsza rodzina wśród magów. W 1926 roku dokonano mordu na tej rodzinie. Przeżyło tylko kilkunastu członków szlachetnego rodu. Do tej pory nie wiadomo gdzie przebywają i czy w ogóle jeszcze istnieją. Jedyna rodzina we współczesnych czasach, której magii obawia się Czarny Pan. Jedyna znająca od podstaw starożytną magię i magię elfów. Rodzina bardzo wykształcona. Odznaczała się niespotykaną odwagą i honorem oraz bardzo wielką łatwością z jaką przychodziła im wiedza. Cały ród należy do grona absolwentów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
17.08.1979 – ślub Marcusa Lenox i Elizabeth Leutrec z rodu elfów. Wielkie wydarzenie rodzinne.
19.09.1979 – narodziny pierwszego dziecka młodego małżeństwa. Na świat przychodzi ich córeczka Cornelia – dziedziczka całej fortuny i potężnej magii całego rodu.
27.11.1979 – atak Czarnego Pana na zamek rodzinny mieszczący się niedaleko Londynu. Zaginęła córka Cornelia – do tej pory nie odnaleziona.


Ślizgon z zaciekawieniem czytał po raz drugi fragment. Skrzętnie wszystko przepisał na wolną rolkę pergaminu. Trochę czasu mu na to zeszło, lecz nadal nie widział powiązania między brązowowłosą Gryfonką a tą rodziną. ”Jak to możliwe, że ona odnalazła ten pokój i spokojnie może w nim sobie siedzieć? O ile mi wiadomo, to od kiedy Marcus Lenox skończył naukę w Hogwarcie, nikt nie mógł go odnaleźć.” - blondyn w miarę przyrostu informacji powiększał przewagę liczby pytań nad liczbą odpowiedzi. ”Jeżeli dobrze mi wiadomo, to tylko wybrani mogli do niego wejść. Ale dlaczego ona?” - chłopak miał głowę pełną niewyjaśnionych kwestii.
Pozbierał swoje rzeczy do torby i powoli ruszył w stronę Pokoju Wspólnego Slytherinu. Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza i pani Pince wyganiała powoli wszystkich z biblioteki. Poza tym jako Prefekt Naczelny miał obowiązek patrolowania korytarzy między godzinami 22-23, więc postanowił zanieść wszystko do swojego dormitorium i wypełnić obowiązek. I jak na razie zdecydował się odłożyć sprawę rodu Lenox na później. Jedyne co teraz miał w głowie to, to że podczas patrolu spotka Hermionę. Na samą myśl o tym na jego ustach pojawił się uśmiech i przyspieszył kroku.


Tajemniczy Pokój, 23.11.1995

Hermiona zasiadła przy dębowym stole i zaczęła przeglądać nagromadzone tu książki. Wiele z nich było bardzo starych ale równie cennych. Były nawet rękopisy, chyba jedyne egzemplarze na całym świecie. Gryfonka była oczarowana tym zbiorem. Z wielkim zapałem i niemniejszym zachwytem przeglądała kolejne pożółkłe stronice. Znalazła dużo ciekawych informacji, między innymi: szczegółowe opisy poszczególnych eliksirów, jak i z czego je przyrządzać, czym udoskonalić, czym zneutralizować ich działanie, nieznane jej dotąd uroki i zaklęcia, szczegółowe opisy ważnych wydarzeń z historii magii itp. Hermiona była pełna podziwu. Doszukała się nawet książek dotyczących Quidditch’a i podręcznik zatytułowany „Jak zostać animagiem”. Dziewczyna nie mogła oderwać oczu od pożółkłych stronic ksiąg zebranych w tym pokoju. Od dawna, czyli od spotkania z Syriuszem, chciała zostać tak jak on animagiem. Teraz postanowiła spróbować. Myślała, że dzięki tej księdze uda się jej. Uznała, że jak codziennie wieczorem będzie dwie godziny ćwiczyć, to jest szansa na powodzenie. Delikatnie odłożyła księgę na stolik z postanowieniem, że zaczyna od jutra, a do rąk chwyciła kolejny tom. „Historia Hogwartu” – tak brzmiał tytuł. Brązowowłosa powoli zaczęła przeglądać stronice. Wraz z przerzuceniem kolejnej, spomiędzy innych coś wypadło na podłogę. Gryfonka schyliła się i podniosła, jak się okazało, zdjęcie. Przedstawiało ono czarnowłosego chłopaka o brązowych oczach i błękitnooką dziewczyną z pięknymi brązowymi włosami sięgającymi jej do pasa. Po szatach było widać, że oboje należeli do Gryffindoru. Dziewczyna przyglądała się im z zainteresowaniem. Wydawali jej się dziwnie znajomi, ale nie mogła sobie przypomnieć skąd by mogła ich znać. Schowała tajemnicze zdjęcie do kieszeni w szacie i odłożyła księgę na miejsce. Zegar w pokoju wybił właśnie godzinę 21. Hermiona postanowiła już iść do wieży Gryfonów. Zebrała swoje rzeczy i ruszając do wyjścia odruchowo dotknęła opuszkami palców srebrnych inicjałów na kołysce. Ten pokój bardzo ją intrygował. Nie wiedziała do kogo należał i kim była ta osoba czy osoby. Ale jednego była pewna: on ma w sobie wielką tajemnicę, którą już niedługo pozna. Tajemnicę, która odmieni jej życie chociaż nie wiedziała dlaczego. Nacisnęła klamkę i zamknęła za sobą drzwi. Parę kroków dalej spojrzała się za siebie i zaczęła biec do dormitorium.

Pokój Wspólny Gryffindoru, 23.11.1995

Hermiona powoli weszła przez dziurę pod portretem Grubej Damy. Zamyślonym wzrokiem rozejrzała się po Pokoju Wspólnym i dostrzegła swoich przyjaciół. Podążyła więc w ich stronę. Usiadła w swoim ulubionym fotelu niedaleko kominka. Obok niej siedział Harry i Ron grający w eksplodującego durnia. Dziewczyna nie odzywała się ani słowem odkąd weszła. Po kolejnej wygranej, Ron dostrzegł brązowowłosą.
- Hermi dlaczego się nie odzywasz? Nawet nie zauważyłem kiedy przyszłaś.
Dziewczyna spojrzała na rudowłosego i się uśmiechnęła.
- Nie chciałam Ci przeszkodzić w kolejnej mistrzowskiej partyjce – odpowiedziała.
- Chyba w kolejnej oszukiwanej – Harry przyłączył się do rozmowy i uśmiechnął do przyjaciela.
- Jakiej oszukiwanej?! Ja nie oszukuję! I wbij to sobie do tego Twojego pustego łba Harry – Ron wyglądał na, delikatnie mówiąc, oburzonego tym oskarżeniem.
- Przecież oboje dobrze wiemy, że bez drobnych sztuczek w Twoim wykonaniu nie wygrałbyś ze mną ani jednej partyjki. – odrzekł ze stoickim spokojem Chłopiec Który Przeżył. A w głębi duszy nie mógł już wytrzymać by nie parsknąć śmiechem na widok czerwonej twarzy przyjaciela.
- Ronaldzie Weasley, idź na stronę i zrób rachunek sumienia – Hermiona spojrzała na rudowłosego. Ona także była rozbawiona cała sytuacją. Chłopak uniósł wysoko głowę i z podniesionym czołem udał się do dormitorium. Na odchodnym wziął Krzywołapa na ręce i rzekł do niego:
- Chodź stąd Krzywołap. Tutaj nie doceniają utalentowanych ludzi.
Na co Hermiona i Harry, nie mogąc już dłużej się powstrzymywać, wybuchli gromkim śmiechem.
Cały Pokój Wspólny patrzył się na nich jak na uciekinierów z oddziału zamkniętego w Św. Mungu. A oni śmiali się w najlepsze nie zwracając uwagi na nic ani na nikogo. Ich beztroska udzieliłaby się każdemu.
Powoli się uspokajali łapczywie łapiąc oddechy. Hermionie strużki łez spływały po twarzy. Samoistnie, bez wiedzy właścicielki z czekoladowych oczu wypływały kolejne kropelki. Harry był cały czerwony na twarzy. Wyglądał tak jak Ron, który palnął jakąś wielką głupotę na eliksirach. Gdy dwójka przyjaciół się uspokoiła, usiedli w fotelach naprzeciwko kominka.
- Wracajcie do swoich zajęć. To nie widowisko publiczne – zielonooki delikatnie zwrócił uwagę pozostałym Gryfonom, nie pomijając przy tym szerokiego uśmiechu.
- A Ty coś dzisiaj taki radosny co? – brązowowłosa była bardzo ciekawa jaki był powód takiej wielkiej radości przyjaciela.
- A to już nie można się trochę pośmiać z przyjaciółmi i z przyjaciół? – Gryfon wyszczerzył do niej swoje równe białe zęby.
Hermiona przyjęła minę myśliciela, po czym po chwili milczenia zwróciła się do chłopaka:
- W sumie to z przyjaciółmi można, ale nie wiem czy z przyjaciół wypada.
- Z Rona zawsze można się pośmiać – odparł, co wywołało szeroki uśmiech u dziewczyny – Chyba nie zaprzeczysz co?
- Nie no skąd. Bo przecież co było przed chwilką? – zapytała Hermi.
- No właśnie. I nie rób więcej takiej miny, bo Cię śmiechem zabiję – Harry tryskał niespotykanie dobrym humorem.
- Lepiej uważaj i więcej nie ściemniaj, bo świeczki drogie – odgryzła się dziewczyna i ruszyła w stronę dormitorium.
- A Ty gdzie się wybierasz?
- Muszę zanieść książki do siebie. Przecież już prawie dziesiąta. Za chwilkę muszę iść – odpowiedziała.
Harry zrobił głupią minę jakby nie wiedział o co chodzi przyjaciółce, ale chwilkę później jego twarz przybrała wyraz olśnienia.
- Patrol? – zapytał błyskotliwie
- Tak. Do zobaczenia później – dziewczyna puściła mu oczko i ruszyła do siebie.
- Do zobaczenia Herm.
Harry rozsiadł się wygodnie w fotelu i zapatrzył się w wesołe płomienie igrające w kominku. Tak bardzo przypominające mu jego samego i brązowowłosą jeszcze parę minut temu.


***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [27]


+ Title: Ród Lenox'ów cz.1
+ When: wtorek, 26 grudnia 2006
+ Time: 20:42:08
+ With Us 13 People


Bez zbędnych wstępów zxapraszam na kolejny rozdział opowiadania. Jeszcze raz zapraszam wszystkich chętnych, którzy chcą być powiadamiani o nowościach, o wpisanie tego pod tą notką. Z góry dziękuję ;*
Ten rozdział dedykuję:
* Martynce ;) z bloga hg-dm-love
* Kapitam Marii Revissant z bloga hermiona-ginny-loona za podsunięcie mi kilku pomysłów i dobrą radę ;)





Dormitorium Dziewcząt, Gryffindor, 23.11.1995 r.

Dni mijały bardzo szybko a wraz z nimi zmieniała się pogoda za oknem. Ciepła i pogodna jesień, która gościła jeszcze w październiku ustąpiła miejsca listopadowej i zimnej słocie.
Padało już tzreci dzień z rzędu i jak narazie nic nie zapowiadało, by miało zamiar przestać. Szkolne błonia po prostu tonęły. Niebo było szare, jakby pozbawione życia. Wyglądało jakby za chwilę miało spaść zmęczone bezprzerywalną czynnością wypuszczania kropel wody na ziemię. Zwyczajnie oderwać się od nieboskłonu i upaść na ziemię. Zakazany Las niknął za szarością tworzoną przez gęsto spadające krople. Można było dostrzec jedynie nikłe światełko palące się w chatce Hagrida. Pomimo popołudniowej pory okoliczny świat pogrążył się w mroku.
Hermiona siedziała w Dormitorium i wpatrywała się w krajobraz za oknem. Głowę oparła o zimną szybę, przytykając do niej prawy policzek. Rękoma oplotła podwinięte nogi, a twarzą wyrażała głębokie zamyślenie. Dziewczyna nie wiedziała o czym myśli. Prawdę mówiąc, nie myślała o niczym. W głowie miała tylko błogą pustkę. Myślom pozwoliła odpłynąć w beztroską dal. Nie wiedziała jak długo tak siedzi. Jak dla niej mogła trwać tak wieki.
Właśnie miała zacząć liczyć od nowa krople deszczu spływające po szybie, gdy do pomieszczenia wbiegła zdyszana Jen. Trzasnęła energicznie drzwiami, co wybudziło jej siostrę z transu..
- Hermiona nie zgadniesz co się stało - wykrzyknęła rozradowana Gryfonka.
- Co takiego? - zapytała się sennym lecz zaciekawionym głosem.
- Już niedługo bal! - krzyknęła podekscytowana Jen.
- Co? Kiedy? - brązowooka lekko się ożywiła.
- 30 listopada. Z okazji "Dnia wróżb i czarów", jak to Dumbledore określił mugolskie Andrzejki. Czy to nie cudowne? - młodsza panna Granger była bardzo szczęśliwa i miała małe kłopoty z zapanowaniem nad swoją euforią.
- Przecież to już za tydzień! Eh.... - westchnęła cicho - Nie idę na ten bal - powiedziała po chwili milczenia.
- Co? A to niby dlaczego?! - oburzenie Jen miało swoje podstawy. Jej siostra właśnie stwierdziła, że nie zamierza zjawić się na balu Andrzejkowym.
- Po pierwsze: nie mam co na siebie włożyć, a po drugie: nikt mnie nie zaprosił - odpowiedziała trochę zasmucona Hermiona.
- Po pierwsze moja droga: w piątek jest wyjście do Hogsmeade. A po drugie jak już sama stwierdziłaś: bal jest za tydzień, więc spokojnie, bo napewno jeszcze nie jeden chłopak Cię zaprosi - odgryzła się lekko zirytowana Gryfonka - Zobaczymy jak będzie. A jeśli jednak nikt Cię nie zaprosi, w co bardzo wątpię, to znajdę Ci kogoś. Więc bardzo Cię proszę, nie wymiguj mi się, bo i tak pójdziesz na ten bal!
- Dobra, niech już Ci będzie - zakończyła ugodowo Miona - A tym czasem idę na spacer.
Powoli zeskoczyła z parapetu i ruszyła ku wyjściu z Dormitorium. Zamierzała odwiedzić tajemniczy pokój. Tak dawno w nim nie byłam - pomyślała zamykając za sobą drzwi.

Korytarze Hogwartu, 23.11.1995 r.

Hermiona powoli spacerowała wśród hogwarckich murów. Nigdzie się nie śpieszyła. Napawała się ciszą panującą na drugim i trzecim piętrze. Rozglądała się dookoła i wchłaniała w siebie widoczne obrazy i zbroje stojące na korytarzu. Nie musiała uważać na drogę. Podążała już intuicyjnie.
Zatrzymała się nagle i spojrzała w głąb długiego korytarza, w którym się teraz znajdowała. Na jego drugim końcu zamajaczył delikatnie kształt drewnianych drzwi. Miona przymknęła oczy i stawiła pierwszy krok w kierunku pokoju. Czuła się lekko, jakby stąpała w powietrzu. Ogarniało ją dziwne uczucie spokoju i bezzpieczeństwa, gdy tylko zbliżała się do tego pomieszczenia. Nie wiedziała dlaczego tak jest, ale było cudownie. Westchnęła cicho i delikatnie nacisnęła srebrną klamkę.
Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi. Odrazu ogarnęło ją przyjemne ciepło. Spojrzała w stronę kominka - igrały w nim wesołe płomienie. Zastanawiała się jak to możliwe. Drzwi, zanim je pierwszy raz otworzyła, pokryte były grubą warstwą kurzu i pajęczyn, a do tego strasznie skrzypiały. Więc w jaki sposób panował tam idealny porządek, w wazonie zawsze stały świeże kwiaty a w kominku palił się ogień. Było to dla niej zjawiskiem intrygującym, którego - co musiała z wielkim oburzeniem stwierdzić - nie potrafiła wyjaśnić w żaden podręcznikowy sposób.
Usiadła w wygodnym fotelu obok kominka i ponownie tego dnia dała odpłynąć swym myślom w daleki niebyt, lecz tym razem jej wzrok zatrzymał się na małej kołysce ze srebrnymi literami C.L.

Tymczasem...

Pewien chłopak wymaszerował właśnie raźnym krokiem z Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Czuł się szczęśliwy. Nie wiedział skąd to uczucie się brało, ale jednak było i dawało mu siły do życia. Dziwne. Nic nigdy nie dało mu takiej radości jaką poczuł dziś rano otwierając swoje stalowo-szare oczy i wybudzając się ze snu.
Teraz raźno maszerował hogwardzkimi korytarzami. Rozglądał się na boki i uśmiechał się sam do siebie. Gdyby ktoś się ośmielił i odezwał do niego, zapewne zwróciłby mu uwagę, że wygląda jakby uciekł z oddziału zamkniętego w Św. Mungu. Bo kto normalny śmieje się do siebie?
Draco bynajmiej nie robił sobie nic z opinii innych. Mogli sobie mówić co chcą. Może kiedyś, przed rokiem, bardzo go obchodziło, by wszyscy uważali go za najlepszego we wszystkim. Teraz nie interesowało go to wcale. Na myśl o tym na jego twarzy wykwitł ironiczny uśmieszek. I kto by pomyślał...
Chłopak szedł wolnym krokiem. Ręce schował do kieszeni luźnych czarnych spodni. Jego stalowe tęczówki obserwowały uważnie wszystko dookoła, a z ust wydobywało się wesołe pogwizdywanie. Nucił właśnie ulubiony kawałek Fatalnych Jędz, gdy na zakręcie z kimś się zderzył.
- Uważaj jak łazisz pokrako - pierwszy idezwał się blondyn i spojrzał na drugą ofiarę wypadku - Potter, nie sądziłem, że jesteś aż taką niezdarą... - na twarzy Ślizgona pojawił się uśmiech lekkiej ironii i drwiny.
- A ja Malfoy, nie myślałem, że Twoja arystokratyczna głupota jest aż taka wielka, że przesłania Ci cały świat i nawet drogi nie widzisz - odpyskował brunet. W jego oczach wyraźna była duma i zaciętość.
- Potter, nie drażnij mnie. Nie chciej mi popsuć dobrego humoru bo wtedy będzie z Tobą naprawdę źle - wysyczał młody arystokrata.
- Malfoy, nie złość się - tu Harry przybrał troskliwą minę - Nie wiesz, że złość urodzie szkodzi? Wtedy nawet najsilniejsze zaklęcia Ci nie pomogą. Już teraz kiepsko działają.
- Ty robisz to specjalnie - Draco zbliżył się do bruneta.
- Co takiego? - Złoty Chłopiec udawał, że nie wie o co może mu chodzić.
- Specjalnie próbujesz mnie wyprowadzić z równowagi. Potter, Ty jesteś taki głupi sam z siebie czy ktoś Ci za to płaci? - blondyn sugestywnie uniósł prawą brew do góry i spojrzał z wyższością na Gryfona. Ten nie odezwał się ani słowem tylko pokręcił głową z dezaprobatą. Ślizgon ostatni raz zmierzył wroga swoimi stalowymi, zimnymi jak lód tęczówkami.
- Tak myślałem - rzekł blondyn i ruszył przed siebie nie zwracając już uwagi na słynnego Chłopca Który Przeżył.
Młody czarodziej postanowił kontunuować wcześniej przerwaną wędrówkę po zamku. Gdy przemierzał jeden z korytarzy na drugim piętrze, dostrzegł w oddali charakterystyczne brązowe loki i delikatną sylwetkę dziewczyny. Ruszył w jej kierunku. Chciał podejść do niej od tyłu i zaskoczyć ją, więc zachowywał się bardzo cicho i uważnie stawiał każdy krok. Ciekawość wzięła nad nim górę i zapragnął sprawdzić dokąd zmierza Hermiona. Powoli podążał jej śladami. Skręcił za nią na trzecie piętro. Chwilowo stracił ją z oczu, a gdy ją odnalazł, dostrzegł że zmierza na koniec jednego z korytarzy. Niepewnie szedł dalej. Może nie powinien jej śledzić? Przecież gdyby sama chciała to by mu powiedziała co to za miejsce. Pomimo wątpliwości szedł dalej. Gryfonka dotarła do końca korytarza i weszła do jakiegoś pomieszczenia, a drzwi się za nią zamknęły. Draco podszedł do nich. Zauważył na nich wielką wyrzeźbioną literę L. W pewnym momencie go olśniło. "To pokój tych Lenox'ów." - pomyślał. "Legendarny ród Lenox'ów..." - szepnął zachwycony.

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [13]


+ Title: Jak dzieci...
+ When: środa, 6 grudnia 2006
+ Time: 16:52:07
+ With Us 21 People


No tak. Oznajmiam wszem i wobec, że wróciłam! Tym razem myślę, że już na stałe z regularnymi notkami. Napisałam maturę próbną (jestem z siebie zadowolona), na lekcjach skończyliśmy bieżący materiał i zajęliśmy się powtórkami więc mam teraz więcej czasu na prowadzenie bloga. Obiecuję ponadrabiać zaległości w jak najszybszym czasie.
Mam do Was kochani wielką prośbę. Wszyscy, którzy chcą być powiadamiani o nowościach proszę o napisanie tego pod tą notką. Z góry dziękuję i zapraszam na kolejny rozdział. Buziaki dla Was :*




Szkolna Biblioteka, 14.10.1995

Hermiona z zaskoczeniem wpatrywała się w stalowe tęczówki przybysza. Zatonęła w nich. Nie sądziła, że członka rodziny Malfoy'ów stać na taką odwagę, by podejść przy wszystkich do osób z niższej klasy czarodziei. Brązowowłosa starała się ukryć swój podziw dla Draco. Wiedziała, że się zmienił, ale nie przypuszczała, że aż tak bardzo i że w stosunku do wszystkich.
- Cześć Draco - Gryfonka uśmiechnęła się życzliwie i gestem ręki wskazała, by usiadł na wolnym krześle obok niej.
- Witam piękne panie - chłopak przywitał się także z pozostałymi dziewczynami, na co one delikatnie zachichotały. Widziały bowiem rumieńce na twarzy panny Granger, gdy Ślizgon uchwycił jej dłoń.
- Nie spodziewałam się Ciebie tutaj - zaczęła rozmowę Miona, akcentując przy tym słowo 'tutaj'.
- Jak widzisz mnie można spotkać dosłownie wszędzie - odpowiedział blondyn.
- No tak, Ciebie wszędzie pełno... - brązowooka uśmiechnęła się.
Blondyn odpowiedział jej tym samym, po czym zapytał:
- Może mi lepiej powiecie o czym tak zapamiętale szeptałyście i z czego się tak zaśmiewałyście zanim się zjawiłem?
- Hermiona właśnie selekcjonowała chłopaków z Hogwartu - Ginny zachichotała a jej brązowowłosa przyjaciółka zaczerwieniła się na policzkach.
- Ah tak... Rozumiem. To może mi powiecie, na którym miejscu mnie sklasyfikowała? - Ślizgon wyszczerzył zęby w powalającym uśmiechu. Widać było, że ta sytuacja trochę go bawi. Nie widział jednak, że za jego plecami zdesperowana Hermiona macha rękami jak oszalała. Wszystko po to, by dać dziewczyną do zrozumienia, by się nie odzywały. Na szczęście lub niektórych nieszczęście zjawiła się przy ich stoliku pani Pince. Brązowowłosa odetchnęła z ulgą.
- Panie Malfoy, jest pan proszony do prof. Snape'a. Teraz - bibliotekarka mocno zaakcentowała ostatnie słowo i odeszła uciszyć jakąś grupkę pierwszorocznych.
- No miłe panie. Niestety muszę Was opuścić - pocałował każdą w rękę, po czym nachylił się nad prawym uchem Hermiony
- Ślicznie wyglądasz, gdy się rumienisz - szepnął a głośniej już dodał krótkie 'do zobaczenia' i opuścił bibliotekę.
Ledwo Draco wyszedł, brązowowłosa zgromiła wzrokiem swoje przyjaciółki.
- Pożałujecie. Za to że próbowałyście - wycedziła przez zaciśnięte w lekkim uśmiechu zęby - Ja wam jeszcze pokażę!
-Ginny, zmywamy się - rzuciła Jenn i już gnały w stronę wyjścia gonione przez Hermionę.
-Jak dzieci - szepnęła pewna osoba obserwująca całą sytuację z niemałym rozbawieniem.

Szkolna Biblioteka, 14.10.1995

Debra już od dłuższego czasu przyglądała się Gryfonkom. "Ile te dziewczyny mają w sobie radości i energii" myślała patrząc na ich uśmiechy.
Pisała właśnie wypracowanie dla Snape'a na temat eliksiru wielosokowego. Już prawie kończyła, gdy do biblioteki weszły te trzy dziewczyny. Chwilowo odłożyła pracę i wzięła się za obserwację.
Zauważyła, że Hermiona ma śliczny śmiech. Taki z głębi serca. Ginny natomiast ma bardzo badawcze i wyraźne spojrzenie a Jenny jest bardzo śmiała w szczególności wobec chłopaków. Debra uśmiechnęła się sama do siebie. Lubi te Gryfonki. Taka zawsze chciała być: beztroska, radosna i miła dla każdego. Jak one.
Podczas dalszego obserwowania zdziwił, a zarazem rozśmieszył ją pewien fakt. Otóż jej szanowny brat, niejaki Draco Malfoy - dotąd pogromca szlam i czarodziei gorszych od niego, najzwyczajniej w świecie podszedł i przysiadł się do stolika trzech Gryfonek. Rozmawiał i śmiał się z nimi jakby znali się od lat i byli najlepszymi kumplami. Poza tym zachowywał się całkiem naturalnie. "Jak zwykły chłopak" - pomyślała blondwłosa - "Nie tak jak dotąd - jak nadęty arystokrata." Westchnęła cicho. "I co kobieta potrafi zrobić z mężczyzną..." Zaśmiała się z własnego stwierdzenia.
Najpierw Malfoy, a chwilę po nim i dziewczęta z Gryffindoru opuściły bibliotekę, co sprawiło, że Debra wróciła do swojego wypracowania.
Zauważyła na nim mała zwiniętą karteczkę. Rozejrzała się, lecz nikogo nie dostrzegła kto mógłby ją podrzucić. Tym bardziej nie przypominała sobie faktu, że cokolwiek takiego nastąpiło. Delikatnie i powoli ją rozwinęła. Zgrabnym pismem było na niej nakreślonych kilka słów:

"Tylko miłość może czekać wieki... więc czekam"

Żadbego podpisu, inicjałów czy chociaż pseudonimu. Nic. Po prostu tylko tych kilka słów.
Dziewczyna schowała karteczkę do kieszeni i postanowiła dokończyć wypracowanie w dormitorium. Pozbierała wszystko do torby i ruszyła ku wyjściu z biblioteki.
Tymczasem przy regale obok
- Będę czekał - szepnął pewien chłopak. Autor podrzuconej Debrze karteczki i jej cichy wielbiciel. W zaciemnieniu regałów można było dostrzec tylko żywe i pełne uczucia oczy młodzieńca.

Pokój Wspólny Gryffindoru, 14.10.1995

Hermiona zmęczona pościgiem przyjaciółek weszła właśnie przez dziurę pod portretem Gubej Damy. Zauważyła Harry'ego siedzącego na fotelu przy kominku i wpatrującego się w żywe płomienie. Usiadła na kanapie obok.
- Cześć Harry - odezwała się po chwili siedzenia w milczeniu.
- O Hermi, nie zauważyłem kiedy przyszłaś.
- Coś Ty taki zamyślony? Stało się coś? - zapytała troskliwie.
- Nie nic się nie stało. A zresztą, nieważne.. - odpowiedział plącząc się.
- Harry, dobrze Cię znam. Mów o co chodzi.
- No naprawdę nic - upierał się
- Harry! Gadaj mi tu zaraz co się dzieje albo pójde po eliksir prawdy i wszystko z Ciebie wyciągnę - zagroziła brązowowłosa.
Oboje roześmiali się. To poprawiło atmosferę.
- No dobrze. Niech Ci będzie. Ale obiecaj, że nie użyjesz eliksiru prawdy? - zapytał się chłopak z lekkim uśmiechem.
- Jeśli mi powiesz co jest nie tak to nie będę musiała - Hermiona odwzajemniła uśmiech przyjaciela.
- No więc... yyy.... ja... - Gryfon zaczął się jąkać
- Przestań się jąkać - powiedziała dziewczyna i wystawiła język
- Bo ja.... ja... ja się zakochałem - wyrzucił z siebie chłopak i spuścił głowę. Jego policzki delikatnie się zaczerwieniły.
- To cudownie Harry! Kim ona jest? Znam ją? -Hermiona zaczęła zadawać pytania.
- Znasz ją i to bardzo dobrze, ale narazie nie mogę Ci powiedzieć kto to. Przestałabyś się do mnie odzywać. - rzekł zielonooki patrząc na przyjaciółkę.
- Dobrze. Jeśli tak uważasz... - odparła zawiedziona, że nie pozna imienia miłości swojego przyjaciela.
- Hermi, pomożesz mi?
- Niby w czym? - zapytała zaciekawiona
- Może mi coć doradzisz?
- Ok. Pytaj.
- Powiedz mi, co byś chciała usłyszeć, gdy jakiś chłopak prosiłby Cię o chodzenie. Co by miał powiedzieć?
Hermiona spojrzała na Harry'ego a chwilę później w wesołe płomienie w kominku. Nastąpiła chwila ciszy przerywana jedynie równomiernymi oddechami dwójki przyjaciół.
- No więc... - odezwała się dziewczyna - kiedyś przeczytałam w jakieś książce takie coś: "Gwarantuję Ci, że nie będzie łatwo. Gwarantuję Ci, że nieraz jedno z nas będzie chciało odejść. I gwarantuję Ci, że jeśli teraz nie poproszę Cię, abyś była ze mną, to będę żałować tego do końca życia" I to bym chciała usłyszeć. - dopiero teraz spojrzała na chłopaka, który przysłuchiwał się jej uważnie. Uśmiechnął się do niej.
- Możesz mi to zapisać? - zapytał szczerząc do niej rząd swoich białych zębów. Hermiona wybuchnęła śmiechem. Wzięła do ręki kawałek pergaminu i pióro. Naskrobała przyjacielowi to, co przed chwilą wyrecytowała.
- Proszę
- Dziękuję Hermi. Jesteś cudowna! - Harry wstał, pocałował dziewczynę w policzek i pobiegł po schodach do swojego Dormitorium.
- Jak dziecko... - dziewczyna westchnęła z uśmiechem i oddała się zajęciu, które tak pochłonęło jej przyjaciela przed jej przyjściem - wpatrywaniu się w wesołe płomienie w kominku.

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [21]


+ Title: Pewność siebie
+ When: czwartek, 29 czerwca 2006
+ Time: 21:50:25
+ With Us 45 People


No tak nocia krótka, bo jak narazie to troszkę zabiegana jestem. Od niedawna prowadzę drugiego bloga z opowiadaniem [Klick!] na którego serdecznie zapraszam.
Tę notkę dedykuję:
*Martynce z bloga hg-dm-love
*Kate z bloga we-will-be-together
*Myszce z bloga zycie-milosc-i-bol
Poprostu za to, że są :*
Buziaczki dla Was wszystkich ;)






Wielka Sala, 14.10.1995

Pewien przystojny chłopak o blond włosach i stalowych oczach nie mógł usiedzieć na miejscu. Nerwowo rozglądał się dookoła w poszukiwaniu tej jednej osoby. Nigdzie nie mógł jej dojrzeć. Śniadanie już prawie dobiegało ku końcowi, a jej jeszcze nie było. To nie podobne, by Hermiona Granger, zawsze przykładna uczennica, spóźniła się choćby właśnie na śniadanie. "Gdzie ona jest?" - myślał gorączkowo bolondyn - "Może jest zła za to, że ją wczoraj pocałowałem na pożegnanie..." - młody arystokratazaczął sobie wyrzucać, że nie powinien, że mógł się powstrzymać...
Nagle drzwi od Wielkiej Sali otworzyły się, a wszystkim ukazała się dziewczyna z burzą brązowych loków. Spojrzała na stół ślizgonów i uśmiechnęła się do jednego z nich. W radosnym nastroju zasiadła do swojego stołu.
- Hermiona, czy Ty się napewno dobrze czujesz? - zapytał Ron uważnie patrząc na przyjaciółkę.
- Tak Ronaldzie, a dlaczego by miało być inaczej? - zapytała brązowooka nakładając sobie dżemu na tosta.
- No bo Ty... - zająkał się rudowłosy.
- Oj nie jąkaj się - odparła gryfonka i uśmiechnęła się do przyjaciela - Jak co, to ja jestem w bibliotece - puściła oczko do Ginny i Jen, po czym opuściła Wielką Salę
- No nie, a ona znowu swoje... w niedzielę do biblioteki? Ona chyba zwariowała - wypowiedział się Ron, gdy drzwi zamknęły sie za ich przyjaciółką - Ona zwariowała - mruknął jeszcze pod nosem i zabrał się za jedzenie tego co miał na talerzu.
Tymczasem...
- Dracuś Kochanie, czemu się tak patrzysz na tą szlamę? - dziewczyna o twarzy przypominającej mopsa uwiesiła się na ramieniu młodego ślizgona i przypatrywała mu się z uwielbieniem.
- Parkinson, spadaj ode mnie. I nie mów do mnie Dracuś - zagroził i zrzucił dziewczynę ze swojego ramienia - Aha, jeszcze jedno: nigdy więcej nie nazywaj jej szlamą. Jest o wiele więcej warta niż tysiące takich jak Ty, Parkinson -jego słowa ociekały jadem, a spojrzenie było tak lodowate, że już chyba bardzi nie mogło. Szydził z niej. Tak bardzo jej nienawidził. Tyle razy dawał jej to do zrozumienia... wszystko na nic. Ona ciągle swoje.
Ostatni raz zmierzył ją swoimi stalowymi tęczówkami i ruszył w kierunku wyjścia z Wielkiej Sali.


Szkolna Biblioteka, 14.10.1995

- Mionka jak ja Ci zazdroszczę - westchnęła rudowłosa - zawsze szybko bratałaś się z ludźmi, zdobywałaś ich zaufanie i przyjaźń, ja tak nie potrafię.
- Oj Ginny. Każdy to potrafi, wystarczy tylko chcieć - uśmiechnęła się Jenny - Prawda Hermi?
- Tak wystarczy chcieć, ale ta druga osoba też musi tego pragnąć - rzekła brązowowłosa patrząc na przyjaciółki. Obie wydoroślały. Nie tylko z wyglądu, ale także z charakteru. Podchodzą poważniej do życia, szczególnie do nauki i ich przyszłości. Inaczej też traktują teraz chłopaków.
- A ja wam powiem, że każdy chce, tylko nie każdy to okazuje - stwierdziła Jenny.
- Twój optymizm mnie powala - rzuciła Ginny. Wszystkie razem zaczęły się śmiać.
- A ja wam to udowodnię - powiedziała młodsza Grangerówna i zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu - O, na przykład tamten chłopak - ręką wskazała dość przystojnego chłopaka stojącego z przyjacielem. Po szatach można było wywnioskować, że są krukonami - Zaraz wam udowodnię - rzuciła zaskoczonym dziewczynom wstając od stolika i podążając w kierunku upatrzonego chłopaka.
Hermiona i Ginny uważnie śledziły każdy jej ruch, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie robiła.
- Cześć - przywitała się z chłopakiem.
- Cześć. Czy my się znamy? - zapytał uśmiechając się do dziewczyny.
- Niestety nie, ale możemy się poznać - Jenny posłała mu jeden ze swoich najsłodszych uśmiechów.
- Jestem Shon Williams, 6 rok, Ravenclaw - wyciągnął dłoń do Gryfonki
- Jenny Granger, 5 rok, Gryffindor - uścisnęła dłoń krukona i ponownie się uśmiechnęła - Masz może czas dziś popołudniu - zapytała odrazu.
- Mam - odpowiedział powoli.
- A może spotkalibyśmy się i poznali bliżej? Co TY na to?
- Hmm.. Propozycja nie do odrzucenia - Shon uśmiechnął się - To może o 16 przy głównym wejściu? - zapytał.
- Oczywiście. To do zobaczenia - powiedziała odchodząc powoli od chłopaka w kierunku swojego stolika.
- Do zobaczenia Jen - odpowiedział Shon po czym wrócił do rozmowy z przyjacielem.
Gryfonka z satysfakcją spojrzała na swoje dwie przyjaciółki, które nie mogły uwierzyć, że się na to odważyła. Patrzyły na nią jak zahipnotyzowane. Nie docierało do nich, że ta niepozorna dziewczyna z taką łatwością i pewnością siebie podeszła do nieznanego chłopaka i zaczęła z nim rozmawiać.
- A nie mówiłam - Jen uśmiechnęła się znacząco.
- Jen jeśli tak dalej pójdzie, to zwiniesz nam sprzed nosa wszystkich chłopaków w Hogwarcie - rzuciła wesoło Hermiona, na co wszystkie trzy zaczęły się śmiać.
- Z czego się tak zaśmiewacie? - Hermiona usłyszała za sobą dziwnie znajomy głos. Powoli odwróciła głowę i spojrzała w głebię tych oczu...

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [45]


+ Title: Przenikliwy wzrok
+ When: sobota, 10 czerwca 2006
+ Time: 14:41:51
+ With Us 47 People


Szkolna Biblioteka, 13.10.1995

Było wczesne popołudnie. Jak na tą porę roku słońce świeciło bardzo jasno. Gdyby tylko nie ten chłodny wiatr, można by było poczuć się zupełnie jak wczesnym latem.
Delikatne i ciepłe promienie wdzierały się do szkolnej biblioteki przez jedno z wielkich okien, jedyne całkowicie nie zasłonione wielkimi kotarami i jedyne lekko uchylone.
Debra Malfoy nie znosiła dusznych i ciemnych pomieszczeń. Dlatego, kiedy tylko przychodziła do biblioteki, pierwsze co robiła, to właśnie odsłaniała i uchylała okno. Wtedy o wiele lepiej jej się pracowało.
Dzisiaj miała do napisania kilka wypracowań. Nauczyciele nie oszczędzali ich w tym roku. Twierdzili, że to dla ich dobra przez SUM-ami. Dziewczyna nie miała im tego za złe. Lubiła się uczyć, a nauka nie sprawiała jej trudności. Zamiłowanie do książek odziedziczyła po swojej babci ze strony mamy. Gdy była mała, lubiła razem z nią przesiadywać w rodzinnej bibliotece. Wielkie księgi tam zebrane dawały jej ogromne możliwości poznania bliżej świata magii. Jednak po śmierci ukochanej babci, rodzice zamknęli pomieszczenie, tym samym odbierając córce największą radość.
Młoda Malfoy'ówna właśnie siedziała nad wypracowaniem na zielarstwo. Miało być na dwie rolki pergaminu. Ona miała zaledwie jedną. Dlatego więc czytała kolejny dział na temat czyrakobulwy i szukała następnych informacji.
Mocniejszy powiew wiatru wdarł się do biblioteki i zrzucił ze stolika dodatkową rolkę pergaminu. Debra niechętnie po nią wstała. Nachylając się po nią zauważyła jak ktoś znika za dalszym regałem. Wydało jej się to dziwne, gdyż większość uczniów była teraz w Hogsmeade. Odłożyła pergamin na swoje miejsce i powoli ruszyła w stronę miejsca, gdzie przed chwilką zniknęła nieznajoma postać. Doszła do końca regału i zaczęła się rozglądać dookoła. Teraz mogła to stwierdzić - z całą pewnością była jedyną osobą przebywającą w tym pomieszczeniu. Jednak dla pewności jeszcze raz rozejrzała się po bibliotece, po czym ruszyła w stronę swojego stolika. Pozbierała resztę porozrzucanych kartek, zamknęła okno i wróciła do wypracowania o czyrakobulwach.
Nie wiedziała jednak, że każdy jej najmniejszy ruch jest uważnie śledzony przenikliwym wzrokiem pewnego chłopaka.


Hogsmeade, 13.10.1995

Para uczniów z Hogwartu spacerowała uliczkami miasteczka. Dookoła słychać było ich radosny śmiech i ożywione głosy.
- ... i wtedy weszła Pansy w różowej kiecce! - nagły wybuch niepochamowanego śmiechu zwrócił uwagę kilku mieszkańców Hogsmeade na spacerujących uczniów.
- Draco... haa... jeszcze... haha.... nigdy się tak nie uśmiałam.. haha - Hermiona nie była w stanie nic normalnie, nie przerywając śmiechem, wypowiedzieć. Jej partner także nie mógł nic skleić w porządne zdanie. Oboje cały czas chichotali z opowiedzianej przez chłopaka historii. Widać było, że świetnie się dogadują i są bardzo szczęsliwi. Nikt by nie pomyślał, że jeszcze niedawno byli największymi wrogami. Nikt by nie pomyślał, że ta para śmiejących się nastolatków dopiero dzisiaj się ze sobą zaprzyjaźniła.
Hermiona i Draco wspólnie spacerowali uliczkami Hogsmeade. Nawet nie zauważyli jak czas szybko ucieka i że zbliża się pora powrotu do zamku. Z niechęcią ruszyli w drogę w kierunku szkoły. Dziewczyna z przyjemnością uchwyciła się wyciągniętego w jej stronę ramienia jej towarzysza i z uśmichem na twarzy skinęła głową w podziękowaniu. Podczas powrotu było słychać kolejne salwy śmiechu i roześmiane głosy nowych przyjaciół.
W pewnym momencie Hermiona nie zauważyła wystającego kamienia i zachaczyła o niego stopą, czego skutkiem byłby bolesny upadek, gdyby nie pomoc chłopaka. Jednak nie obyło się bez urazów. Dziewczyna usiadła na pobliskiej trawie i zaczęła masować sobie obolałą kostkę. Skręciła ją.
- Hermiona na pewno nic Ci nie jest? - pytał kolejny raz chłopak widząc grymas bólu na twarzy Gryfonki.
- Tak na pewno. Dam sobie radę. Już nie takie rzeczy się przechodziło - odpowiedziała i delikatnie uśmiechnęła się w stronę towarzysza.
- Dasz radę iść? Trzeba jakoś dojść do szkoły. - powiedział Ślizgon.
- Dam radę - odpowiedziała próbując wstać. Gdy stanęła na skaleczonej nodze, kostka zabolała ją niemiłosiernie i upadła z powrotem na miejsce, na którym przed chwilką siedziała.
- Ałć... - brązowowłosa skrzywiła się a po jej policzku popłynęła maleńka łza bólu.
- Mam pomysł - stwierdził blondyn podchodząc do dziewczyny.
- Jaki? - Hermiona spojrzała się na towarzysza
- A taki - odpowiedział chłopak chwytając dziewczynę na ręcę.
- Draco puść mnie. Dam sobie radę sama. Przecież to nic takiego. Dojdę samodzielnie - żadne słowa protestu się nie zdały. Chłopak niósł dziewczynę w stronę szkoły.
- Tak na pewno byś doszła z tą nogą. Za chwilkę dojdziemy i od razu niosę Cię do Skrzydła - powiedział - I nawet nie protestuj - dopowiedział, gdy zauważył, że Hermiona chce otworzyć usta.
- Grzeczna dziewczynka - powiedział z uśmiechem otwierając główne drzwi Hogwartu.


Hogwart, pora kolacji, 13.10.1995

Gdy tylko przekroczyli próg szkoły, Draco skierował swoje kroki w stronę Skrzydła Szpitalnego.
- Pani Pomfrey! - krzyknął chłopak otwierając drzwi skrzydła - Pani Pomfrey!
- Nie krzycz tak głośno chłopcze. Co to za maniery. Co się stało? - zapytała się, gdy tylko zobaczyła Hermionę na rękach chłopaka.
- Byliśmy w Hogsmeade i w drodze powrotnej skręciłam kostkę - pospiesznie wytłumaczyła się Gryfonka.
- Proszę ją posadzić na tym łóżku - rzekła wskazując łóżko pod oknem.
Ślizgon posłusznie posadził swoją towarzyszkę i odsunął się trochę dając pielęgniarce dostęp do chorej.
- No moja kochana, rzeczywiście jest skręcona - powiedziała pani Pomfrey oglądając z bliska kostkę dziewczyny - Zaraz dam Ci eliksir, po którym na pewno poczujesz się o wiele lepiej - rzekła i zniknęła w swoim pokoju.
- Dam sobie radę, dojdę sama - Draco zaczął przedrzeźniać krzyki Gryfonki.
- To nie jest wcale śmieszne - odpowiedziała mu udając obrażoną.
- Wcale się nie śmieję - powiedział siadając obok niej - Ja tylko mówię, że na pewno sama byś nie doszła.
- Prawdopodobnie masz rację. Dziękuję - dziewczyna spojrzała na blondyna i delikatnie się uśmiechnęła. Ten podniósł dłoń i wierzchem starł ostatnią łzę na jej policzku.
- Ekhm, ekhm... - zjawiła się pielęgniarka z flakonikiem pełnym jakiegoś żółtego eliksiru - Proszę, wypij to i możesz iść do siebie - rzekłą podając Hermionie flakonik.
- Dziękuję - krzyknęła Gryfonka wychodząc razem z przyjacielem ze Skrzydła Szpitalnego.
Ślizgon odprowadził dziewczynę pod sam portret Grubej Damy.
- Dziękuję za mile spędzony czas. To był najwspanialszy dzień mojego życia - rzekł blondyn patrząc w te piękne orzechowe oczy.
- To ja dziękuję. Naprawdę świetnie się bawiłam. I dziękuję za pomoc z moją kostką - brązowowłosa delikatnie się uśmiechnęła a na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce.
- Nie ma za co Hermiono. Już późno, więc w takim razie do jutra. Dobranoc - powiedział blondyn całując dziewczynę w policzek na pożegnanie, po czym oddalił się w stronę własnego dormitorium.
- Dobranoc - szepnęła Gryfonka trzymając sie za miejsce, gdzie przed chwilką Ślizgon złożył delikatny pocałunek.
Hermiona podała Grubej Damie hasło i przeszła przez dziurę pod portretem. W Pokoju Wspólnym było bardzo mało osób. Pewnie większość siedziała w Wielkiej Sali na kolacji. Dziewczyna jako, że nie byłą głodna, skierowała swoje kroki do dormitorium. Pusto. Nikogo nie było. "Dziewczyny pewnie jedzą kolację" - pomyśłała i biorąc swoją piżamkę weszła do łazienki. Napuściła pełną wanne wody, dolała płynu do kąpieli o zapachu pomarańczy i zanurzyła swe ciało. Zamknęła oczy i zaczęła wspominać miniony dzień. Na samą myśl na jej twarzy wykwitł nieśmiały uśmiech.
Hermiona wysuszyła się i ubrała w piżamę, po czym wyszłą z łazienki i położyła się spać. Bardzo szybko odpłynęła w krainę snów, gdzie wspomnienie dzisiejszego dnia odtwarzane było cały czas na nowo.

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [47]


+ Title: Randka [?]
+ When: poniedziałek, 15 maja 2006
+ Time: 16:08:42
+ With Us 49 People


Przepraszam, że tak długo, ale wróciłam. I bez zbędnych słów zapraszam na kolejną notkę, którą dedykuję WSZYSTKIM MOIM CZYTELNIKOM!



Dormitorium dziewcząt Gryffindoru, 13.10.1995

Dziewczyny zaraz po śniadaniu poszły razem do dormitorium. Hermiona postanowiła opowiedzieć im o wszystkim, co ją do tej pory spotkało: o spotkaniu z Malfoy'em w pierszy dzieńszkoły, o tajemniczym pokoju, o przesiadywaniu w bibliotece wspólnie z siostrą Malfoy'a i o wczorajszym wieczorze spędzonym na bloniach w towarzystwie blondyna.
- No to teraz opowiadaj - odezwała się Ginny zamykając za nimi drzwi od dormitorium.
Brązowowłosa opowiedziała im wszystko od początku. Niczego przed nimi nie zataiła. Poprostu czuła, że może im się zwierzyć i że one zrozumieją.
- To teraz podsumujmy: Malfoy się zmienił o 180 stopni - zaczęła wymieniać Virginia - TY wieczorami przesiadujesz w opuszczonym pokoju, a w wolnym czasie siedzisz w bibliotece z Debrą Malfoy i jak by nigdy nic odrabiacie ze sobą lekcje, a dzisiaj masz randkę z boskim Draco! - wykrzyknęła podekscytowana rudowłosa.
- To nie randka Ginny - zaprotestowała Miona - to tylko spotkanie. Nic wielkiego.
- Mów co chcesz, ale to jest spotkanie z tym Draco Malfoy'em, za którym szaleje ponad połowa żeńskiej części Hogwartu! - zapiszczała Jenny - Jesteś niezłą szczęściarą.
- Eh, jak ja Ci zazdroszczę Mionuś. - westchnęła Ginny kładąc się na łóżku - Ja nie mam tyle szczęścia. Chłopak, który mi się podoba nigdy nie zwróci na mnie uwagi...
- Virginio Weasley! Nawet nam nie wspomniałaś, że Ci się jakikolwiek chłopak podoba! - zagrzmiała radośnie Hermiona.
- Bo to nie ma sensu. Za nim ogląda się pełno pięknych dziewczyn, z którymi ja nie mam żadnych szans. A poza tym, to Ślizgon - Matt Davis.
- Oh Rudzielcu. Jesteś naprawdę śliczna. Tylko spójrz w lustro. Żaden chłopak nie oprze się Twojemu promiennemu uśmiechowi. Poza tym to kto powiedział, że nie można spróbować? To co, że to Ślizgon. Nie każdy Ślizgon jest zły. Trzeba dać mu szansę. - Brązowowłosa przytuliła swoją przyjaciółkę. Ta uśmiechnęła się lekko.
- No tak lepiej - odpowiedziała również z uśmiechem Mionka.
- To może nam teraz Jenny powie jaki chłopak się jej podoba? - zapytała zaciekawiona Ginny.
- Yyyyy... mi żaden... No w sumie to jeden ale to tylko... Eh nieważne - odparła plątając się młodsza Grangerówna. Jej policzki przybrały szkarłatny odcień.
- Teraz to już całkiem pasujesz do barw Gryffindoru - krzyknęła rozbawiona brązowowłosa.
Jenny tylko wystawiła jej język udając obrażoną, ale za chwilkę wszystkie trzy pękały ze śmiechu.
Pierwsza oprzytomniała Ginny.
- Miona! Już po 10 a Ty jeszcze nie gotowa! O jedenastej masz przecież randkę! - krzyknęła a wspomniana zerwała się na równe nogi.
- Boże! Zupełnie zapomniałam! Pomożecie mi się wyszykować? - spojrzała się pytająco na swoje przyjaciółki.
- Oczywiście. My Ci przyszykujemy jakieś ciuszki a Ty idź się szybko wykompać. - zadecydowała Jen.
Brązowowłosa chwyciła dwa szkarłatne ręczniki z godłem Gryffindoru i pobiegła do łazienki. Młodsza Grangerówna wraz z Weasley'ówną wzięły się do przeszukiwania szafy przyjaciółki.


Dormitorium Draco Malfoy'a, 13.10.1995

Draco Malfoy krążył niespokojnie po pokoju. Nie mógł usiedzieć na miejscu. Z wielką niecierpliwością czekał na to spotkanie. Ale także z wielką obawą. Rozmyślał nad tym, co jej powie, jak ma się wobec niej zachować. Bał się, że zrobi coś nie tak jak być powinno. Pierwszy raz w życiu miał stracha przed spotkaniem z osobą płci przeciwnej. To do niego niepodobne. Nigdy się tak nie zachowywał. Nigdy nie przejawiał strachu czy obawy przed niczym, a tym bardziej przed dziewczynami. Zawsze był pewny siebie. Wiedział, że co by nie zrobił to upatrzona dziewczyna będzie jego.
- Weź się chłopie w garść - powiedział na głos sam do siebie - to tylko zwykłe spotkanie.
- No nie wiem czy takie zwykłe - odparła stojąca w drzwiach dziewczyna.
- Debra ile razy Ci mówiłem...
- Że nie mam wchodzić bez pukania do Twojego pokoju. Tak wiem - przerwała mu znudzonym głosem siostra.
- Ty się chyba nigdy nie zmienisz - zwrócił się chłopak.
- Za to Ty już się bardzo zmieniłeś - odgryzła się Debra
- Ciekawe w czym się zmieniłem?
- Weź tylko spójrz na siebie, nie dość, że zmieniłeś się z wyglądu to jeszcze charakterek Ci się zmienił - odpowiedziała Malfoy'ówna.
- Możliwe... ale czy to aż tak widać? - zapytał się młody Ślizgon
- Ehhh i co kobieta potrafi zrobić z mężczyzną - westchnęła blondwłosa i się uśmiechnęła do brata.
- Ej... jaka znowu kobieta?! - krzyknął
- Ty mi tu nie wrzeszcz tylko się zbieraj bo inaczej spóźnisz się na randkę - powiedziała i szybko zniknęła za drzwiami dormitorium Draco.
Chłopak spojrzał w stronę zegara wiszącego na ścianie. Dochodziła jedenasta.
"Pora się zbierać" - pomyślał i ruszył w stronę Wielkiej Sali na spotkanie.


Wejście do Wielkiej Sali, 13.10.1995 godzina ok 11

Blondwłosy Ślizgon przemierzał korytarze Hogwartu kierując swe kroki w stronę Wielkiej Sali. Szedł jakby pewnie, tak jak zwykle. Nikt jednak nie domyślał się, że w głowie tego młodego arystokraty krąży milion myśli na sekundę. Niejedna dziewczyna obejrzała się za nim, gdy ją mijał. Lecz on nie zwracał na nie uwagi. Teraz liczyła się tylko jedna. Ta, którą na niego czekała. Ta, która nazywała się...
- Witam Hermiono - dziewczyna odwróciła się i spojrzała na blondyna, który właśnie przyszedł.
- Cześć Draco - odpowiedziała i promiennie się uśmiechnęła.
Chłopak odwzajemnił uśmiech.
- To idziemy? - zapytał Ślizgon wyciągając ramię w kierunku towarzyszki.
- Tak - dziewczyna kiwnęła głową i nieśmiało chwyciła się za rękę chłopaka. Razem ruszyli w stronę Hogsmeade. Wiele osób się za nimi oglądało, ale chwilę później kręciło głowami nie mogąc w to uwierzyć. Dwóch jak dotąd największych wrogów idzie razem trzymając się pod rękę i wesoło rozmawiając.


Hogsmeade, 13.10.1995

- No to gdzie najpierw? - zapytał się blondyn.
- Hmmm... może do Trzech Mioteł na małe kremowe? - zaproponowała brązowowłosa.
- Z miłą chęcią. Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim warunkiem? - zapytała się niepewnie Gryfonka.
- Ja płacę - odpowiedział i puścił dziewczynie 'oczko'.
- Ok. - przytaknęła i odetchnęła z ulgą.
Weszli razem do Trzech Mioteł. Draco przepuścił w drzwich dziewczynę przodem, zabrał jej delikatny płaszczyk, a przy siadaniu do stołu przysunął jej krzesło.
"Zachowuje się jak prawdziwy dżentelmen" - myślała brązowowłosa przyglądając się swojemu blondwłosemu towarzyszowi, który niósł właśnie dla nich po kremowym.
- Dziękuję - powiedziała odbierając z rąk chłopaka kufel piwa.
- Nie, to ja dziękuję, że się zgodziłaś na to spotkanie. Prawdę mówiąc to nie sądziłem, że będę teraz siedział tutaj z Tobą. Po tym wszystkim... Hermiono ja.. przepraszam...
Chłopak zamilkł i spuścił głowę. Gryfonce zrobiło się go żal. Nachyliła się nad stołem i swoją dłonią podniosła za podbródek głowę chłopaka. Spojrzała w jego oczy i zobaczyła tam malutkie ślady łez. Delikatnie się do niego uśmiechnęła i kciukiem starła spływający maleńki kryształek.
- Ciii... już nic nie mów. Wszystko widać w Twoich oczach. Nie płacz już. Wszystko już jest dobrze.
Blondyn nie mógł uwierzyć w słowa dziewczyny. Przypuszczał, że usłyszy coś niemiłego, że będzie mu robić wyrzuty za te wszystkie lata. A ona poprostu się do niego uśmiecha i mówi, że wszystko jest dobrze.
- Przyjaciele? - Hermiona wyciągnęła do chłopaka dłoń. Ten długo się nie zastanawiając ja chwycił.
- Przyjaciele... - odpowiedział a cień uśmiechu pojawił się na jego twarzy.
Dłuższą chwilę ciszy przerwała Hermiona.
- Może przejdziemy się jeszcze na spacer? Jest taka ładna pogoda, a jesienią okolica wygląda naprawdę uroczo.
- Z chęcią. Jeśli tylko chcesz - odpowiedział Ślizgon z uśmiechem.
Wstali od stołu i ruszyli ku wyjściu. Draco podał Hermionie płaszcz i otworzył drzwi. Gdy przekroczyli próg Trzech Mioteł poczuli na swych twarzach delikatny jesienny wiaterek. Młody Malfoy wystawił ramię w stronę towarzyszki, które ta chwyciła z uśmiechem.
Spacerowali po uliczkach Hogsmeade przystrojonych w kolorowe liście z okolicznych drzew. Z wielkim zapałem ze sobą rozmawiali. Co chwilę wybuchali radosnym śmiechem. Zachowywali się tak jakby nie było tych kilku lat wyzwisk i nienawiści. Oboje cieszyli się, że mają nowego przyjaciela.
Doszli do małej polanki pośród kilku drzew. Upstrzona była wielobarwnym dywanem z liści. Nagle trochę mocniej niż zwykle zawiał wiatr. Jeden liść niesiony przez niego wylądował na twarzy blondyna. Dziewczyna zaczęła chichotać.
- No i z czego się śmiejesz? - zapytał z udawaną pretensją chłopak.
- Z niczego - odpowiedziała przez śmiech Gryfonka
- Lepiej uważaj - zagroził jej wesoło Draco.
- Niby na co? - zapytała się, lecz za chwilę pożałowała tego pytania.
Chłopak wziął ją na ręce i wrzucił na stertę liści leżących za nią. Hermiona nie pozostała mu dłużna. Chwyciła garść błękitnych i rzuciła je na Ślizgona.
- Teraz uważaj - powiedziała chłopakowi
- Niby na co?
- To dopiero początek
- Czego? Wojny? - zapytał się z dziecinną radością na twarzy
- Początek naszej przyjaźni - odpowiedziała mu brązowowłosa i rzuciła kolejną garścią błękitno-czerwonych liści, które chwilę później zostały uniesione przez ciepły jesienny wiatr.

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [49]


+ Title: <...>
+ When: czwartek, 27 kwietnia 2006
+ Time: 22:21:27
+ With Us 32 People


Przepraszam wszystkich moich wiernych czytelników, którzy czekają na nową notkę. Narazie muszę z przykrością poinformować, że nie pojawiła się i nie pojawi ona do ok 7 maja. A to z kilku powodów:
* po pierwsze miałam małe kłopoty z dostępem do neta :/
* po drugie - za dużo nauki w mojej szkole w tzw. 'tygodniu językowym', w którym miałam ok 7-8 sprawdzianów tylko z języków
* po trzecie - teraz czyli w dniach 28.04 - 7.05 mnie nie będzie i nie będę miała dostępu do neta. Wyjeżdżam.
Dlatego nowa część mojego opowiadania pojawi się niestety 7 maja, a najpóźniej 8.
Przepraszam raz jeszcze i mam nadzieję, że zostaniecie dalej ze mną :* Oczywiście informujcie mnie o newsach u Was na blogach. Jak tylko wrócę to nadrobię wszystkie zaległości. Obiecuję. Serdecznie pozdrawiam. Będę tęsknić ;) Do usłyszenia Kochani!!!
Lyrical


***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [32]


+ Title: Chyba mam przyjaciółkę
+ When: poniedziałek, 17 kwietnia 2006
+ Time: 23:09:25
+ With Us 49 People


Na początku dziękuję ślicznie za te wszystkie komentarze. To dla mnie bardzo wiele znaczy. Dziękuję za to, że jesteście Kochani :*
Noteczkę dedykuję:
* kochanej Natalii z bloga przyjaxn-milosc-strach za to że jest :*
* Pati z bloga gdy-minie-sen za piękne opowiadanie :*
* mojej siostrzyczce za to, że mnnie wspiera :*
Zapraszam na notkę!!



Dormitorium Draco Malfoy'a , 13.10.1995 poranek

Draco Malfoy leżał w swoim wielkim łożu z zielonym baldachimem i rozmyślał o wczorajszym wieczorze. Czasie spędzonym na błoniach w towarzystwie tej pięknej Gryfonki. W sumie to nic takiego nie robili, bo tylko siedzieli i razem wpatrywali się w niebo. Niby nic, a jednak tak wiele. W końcu robili coś razem, a to już bardzo dużo. Był z siebie zadowolony. Wreszcie przełamał barierę, która tak bardzo utrudniała mu życie. Czuł, że rozpiera go wielkie szczęście, którego nie potrafiłby określić słowami.
"Zresztą, komu są one potrzebne? Wczoraj nie trzeba było ich używać. Wystarczyło, że ona tam była, że była razem ze mną." - pomyślał młody Ślizgon, a na jego twarzy pojawił się wielki, szczery uśmiech.
- Z czego się tak cieszysz braciszku? - zapytała się piękna blondynka o stalowo-niebieskich oczach, która stała oparta o framugę drzwi.
- Debra, mówiłem Ci już tyle razy. Po pierwsze, to nie mów do mnie braciszku, ponieważ jestem od Ciebie starszy...
- Jedynie o dwie minuty - wpadła mu w słowo blondyna.
- Ale zawsze starszy! - upierał się młody Malfoy.
- Dobra. Niech Ci będzie starszy bracie - powiedziała ze śmiechem ironizując go i wystawiła mu zadziornie język.
Chwilę później żałowała swojego czynu, bo oberwała czymś miękkim prosto w twarz.
- O nie. Ja się tak łatwo nie dam - Debra podniosła z ziemi poduszkę i ruszyła z groźną miną w stronę łóżka brata.
- Debra, przecież wiesz, że żartowałem - Draco lekko przeraził się swojej siostry, a miał ku temu powody.
Młoda Ślizgonka była szczupłą, wysoką dziewczyną. Wzrostem prawie dorównywała bratu. Była bardzo ładna, a do tego nieźle wysportowana. W jej codziennym planie dnia zawsze znalazło się miejsce na sport. Bardzo to lubiła. Dlatego już nieraz Draco przegrywał z nią w bitwach na poduszki.
- Derba, proszę Cię uspokój się. Wiesz, ze ja tylko żartowałem z tym starszym bratem. Debra... - nie dane mu było skończyć, gdyż już oberwał poduszką od swojej młodszej siostrzyczki.
Razem wygłupiali się na łóżku młodego Ślizgona i radośnie się śmiali. Gdy oboje wykończeni zabawą padli na łożu chłopaka, Debra zadała niespodziewane pytanie:
- Kto to taki?
- Kto? - odparł lekko zdziwiony Draco.
- Kim ona jest? - zapytała się ponownie
- Nie wiem o co Ci chodzi - wymijająca odpowiedź padła z ust chłopaka.
Tak naprawdę domyślał się o co jej chodzi, ale jak narazie nie planował jej mówić, że zaprzyjaźnił się ze szlamą. Nie wiedział jak na to zareaguje.
- Oj, dobrze wiesz o co mi chodzi. O tą dziewczynę, z którą spędziłeś wczoraj tyle czasu na błoniach spoglądając w gwiazdy. Dziewczynę, która Cię tak odmieniła i uszczęśliwiła. Więc powiesz mi kto to?- zapytała się już z nutką zniecierpliwienia.
- I tak nie zrozumiesz.
- A może jednak? Przecież jesteśmy rodzeńswem. Na mnie możesz zawsze liczyć, przecież dobrze wiesz. - Debra wstała z łóżka i podeszła do brata stojącego przy oknie i wpatrującego się w jakiś punkt na błoniach.
- Wiem o tym, ale nie wiem czy ją zaakceptujesz. - odpowiedział blondyn spoglądając w oczy swojej siostry.
- A może spróbujmy? Nie tylko Ty się zmieniłeś braciszku... - delikatny uśmiech zagościł na twarzy panny Malfoy.
- Bo widzisz, chyba mam przyjaciółkę siostrzyczko...
- A powiesz mi kim ona jest? Chcę wiedzieć tylko kto uszczęśliwia mojego braciszka.
- Nazywa się Hermiona Granger i należy do...
- ... Gryffindoru - zakończyła Debra.
- Skąd wiesz? - zapytał się Draco.
- Wiesz, czasami kiedy siedziałam w bibliotece odrabiając lekcje, przysiadała się do mnie i pomagała pisać prace. Jest naprawdę miłą i uczynną dziewczyną. A do tego bardzo ładną. Zdziwiło mnie tylko to, że nie przeszkadzało jej moje nazwisko i moja przynależność do Slytherinu. - odpowiedziała.
- Bo ona patrzy sercem. Dla niej jest ważne to, co masz tutaj - pokazał ręką na jej pierś w okolicach serca - a nie to ile pieniędzy posiadasz czy jak bardzo sławne jest Twoje nazwisko.
Rodzeństwo chwilę stało w milczeniu. Oboje zastanawiali się na osobą panny Granger. Wszyscy się zmienili. Oni dwoje, Hermiona, jej siostra Jenny, chyba nawet Potter i Weasley. Każdy z nich wydoroślał.
- Dobra braciszku, pora na śniadanie - Debra mrugnęła do Draco i ruszyła ku drzwiom. - Aha, bym zapomniała. Dzisiaj jest Hogsmeade - rzuciła zniakając za progiem.
"Hm Hogsmeade. Trzeba to wykorzystać." - pomyślał Draco i poszedł do łazienki.


Dormitorium dziewcząt Gryffindoru, 13.10.1995 poranek

Hermionę obudziły krzyki Lavender, która próbowała za wszelką cenę dobić się do zajętej przez Parvati łazienki. Brązowowłosa odwróciła się w stronę okna i spojrzała na szkolne błonia. Była piękna pogoda jak na październik. Przypomniał się jej wczorajszy wieczór. Na samą o nim myśl na jej ustach wykwitł delikatny uśmiech.
"A jednak się zmienił" - pomyślała i cicho wetchnęła.
- Co się tak szczerzysz Hermi? - z zamyśleń wyrwał ją głos Ginny, która właśnie usiadła na brzegu łóżka koleżanki.
- Och... z niczego... Ładny mamy dziś dzień prawda? - wiedziała, że ona się na to nie nabierze. Ale musiała spróbować, bo co by miała jej powiedzieć? Że spędziła miły wieczór z tym Malfoy'em? Ginny spojrzała w stronę okna i pokiwała twierdząco na znak, że się z tym zgadza. Odwracając głowę spowrotem do brązowowłosej zauważyła na jej szafce nocnej elegancką chusteczkę. Bez namysłu po nią sięgnęła.
- A to co? - zapytała trzymając w ręku kawałek jedwabiu z wyszytymi srebnymi inicjałami - D.M.? - zapytała - Czy to nie...
- Oddaj, to moje! - krzyknęła Miona zabierając chusteczkę z rąk rudowłosej.
- Mionka... Czy ta chustka nie należy czasem do szanownego pana Draco Malfoy'a ? - zapytała się Ginny.
- Nie.. zdawało Ci się... napewno nie do Draco.. - odpowiedziała speszona tą sytuacją Hermiona.
- Wiesz, nikogo innego nie znam o tych inicjałach. A do tego wygląda mi na bardzo drogą - stwierdziła dziewczyna - A poza tym to chyba... Zaraz , zaraz. To już nie Malfoy tylko Draco ? - spytała się zaciekawiona.
- No tak jakoś mi się powiedziało... - Hermiona zaczęła się plątać czego wynikiem były szkarłatne rumieńce na jej policzkach.
- Ktoś tu się czerwieni.... Czyli jednak chodzi tu o boskiego Dracona - odpowiedziała Ginny ukazyjąc swoje równe ząbki w wielkim uśmichu. - Czuję, że chyba musimy pogadać moja droga.
- Oj Ginny, nie teraz. Później Ci wszystko opowiem. Trzeba się szykować, bo za chwilkę śniadanie. - odpowiedziała wymijająco Mionka i ruszyła w kierunku wolnej już łazienki.
- Ale chociaż powiedz czy to o niego chodzi - zawołała za nią rudowłosa
- Tak, o niego. - krzyknęła Hermiona zamykając za sobą drzwi.
- Wiedziałam - powiedziała już do siebie zadowolona Weasley'ówna.


Wielka Sala - śniadanie, 13.10.1995

Hermiona wraz z Ginny i swoją siostrą dołaczyły do chłopaków w Wielkiej Sali. Usiadły przy stole i wesoło rozmawiając zaczęli spożywać posiłek.
-Ron! - krzyknęła w pewnym momencie Hermiona.
- No co? - odparł rudzielec z buzią pełną jedzenia.
- Znowu to samo... - powiedziała brązowowłosa chwytają się za głowę - Jak on tak może..
Cała reszta oprócz rudzielca wybuchła gromkim śmiechem. Chwilę później śmiała się razem z nimi też Miona. Ron, nie wiedząc o co chodzi przyjaciołom, zabrał się do dalszego jedzenia, co wywołało kolejną salwę śmiechu. Przerwała ją dopiero sowia poczta. Jakież było zdziwienie wszystkich przyjaciół, gdy przed Hermioną wylądował szlachetny czarny puchacz.
Dziewczyna drżącymi rękoma odwiązała zwitek pergaminu i podała sowie kawałek swojego tosta.
Rozwinęła kartkę i zaczęła czytać.
- Co tam jest? - zapytała zaciekawiona Jenny.
Siostra podała jej pergamin a ta uważnie przeczytała.

Czy uczyniłabyś mi ten zaszczyt i poszłabyś ze mną dziś do Hogsmeade? Proszę zgódź się. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź.
D.M.


- Zgodzisz się? - zapytała Hermionę. Wiedziała co się wczoraj wydarzyło. Siostra jej wszystko opowiedziała.
- A powinnam?
- Moim zdaniem jak najbardziej - młodsza Grngerówna uśmiechnęła się delikatnie.
- W takim razie ok. - powiedziała Hermi chwytają w rękę kawałek pergaminu i pióro. Szybko naskrobała odpowiedź i wysłała przez tego samego puchacza. Ten odleciał w kierunku stołu Ślizgonów i wylądował przy właścicielu. Na szczęście reszta była zajęta rozmową na temat Quidditcha i nie zauważyła do kogo.
Chwilę później przyleciał znowu. Hermiona odwiązała pergamin i przeczytała:

Dziękuję! Nawet nie wiesz jak się cieszę. Spotkajmy się przed Wielką Salą o 11. Już się nie mogę doczekać. Pozdrawiam
Draco


Brązowowłosa spojrzała się w stronę stołu Ślizgonów i gdy tylko dostrzegła blondyna, uśmiechnęła się do niego i kiwnęła głową na znak, że zgadza się na ustaloną porę.
- No to ktoś tu ma dzisiaj randkę... - szepnęła Jenny a Mionie mimo woli zarumieniły się policzki.

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [49]


+ Title: Początek...
+ When: czwartek, 13 kwietnia 2006
+ Time: 18:38:51
+ With Us 36 People


Dziękuję wszystkim serdecznie za tyle komentarzy. Nie spodziewałam się aż tylu. Dzięki Wam mam chęć do pisania, bo wiem, że ktoś to docenia i chcę to czytać.
Dzisiejszą notkę dedykuję:
* Natalii z bloga przyjaxn-milosc-strach za to , że mnie wspiera :*
* blogowi hermionas-love-draco za wspaniałe notki :*
* oraz blogowi brutal-love za piękne opowiadanie :*
PS Ponawiam swoją prośbę o wpisywanie się do Księgi Gości w celu uzyskania powiadomienia o nowej notce. Z góry serdecznie dziękuję :*
Zapraszam wszystkich na dalsze losy Hermiony i Draco:







Dormitorium dziewcząt w Gryffindorze, 02.09.1995 r poranek

Słońce leniwie wstawało znad horyzontu wdzierając się delikatnie do dormitorium Gryfonek. Jego blade promienie przedzierały się przez kotary, by delikatnie pieścić uśpione twarze dziewcząt. Jeden z nich obudził właśnie jedną z nich.
Hermiona otworzyła swoje zaspane oczy i spojrzała w stronę okna. Była piękna pogoda. Jej myśli, tak jak poprzedniego wieczoru, pomknęły w stronę pewnego niebieskookiego blondyna i jego wczorajszego zachowania. Przypomniała sobie także tajemniczy pokój. Postanowiła dowiedzieć się o nim wszystkiego co możliwe. Westchnęła cichutko i przymknęła powieki by jeszcze na moment dać odpocząć swoim zmęczonym tęczówkom.
- Mionka! Wstawaj wreszcie śpiochu! - głos Jenny nie pozwolił się jej długo nacieszyć odpoczynkiem.
Chwilę później młodsza Grangerówna wskoczyła na łóżko swojej siostry i zaczęła ją poganiać:
- No dalej! Ruszaj się! Za 30 minut śniadanie a Ty jeszcze nie jesteś gotowa.
Mionka spojrzała na swoją siostrzyczkę. Tak bardzo ją kochała. Była dla niej wszystkim. Można by rzec, że była jej siostrą i jednocześnie najlepszą przyjaciółką. Zawsze mogła się jej zwierzyć, wyżalić, poprostu porozmawiać.
- Daj mi chwilkę. Tylko się wyszykuję. - powiedziała Hermiona znikając za drzwiami łazienki.
Po 15 minutach wyszła całkiem gotowa. Kiwnęła na swoją siostrę i razem zeszły do Pokoju Wspólnego. Tam czekali na nie już chłopacy.
- Dzień dobry dziewczęta - powiedzieli chórkiem.
- Dzień dobry Harry, dzień dobry Ron - odpowiedziała Hermi. - Idziemy?
Chłopcy zgodnie kiwnęli głowami i wszyscy razem ruszyli do Wielkiej Sali na śniadanie.
Usiedli na swoich miejscach i zabrali się do jedzenia.
- Ron, czy mógłbyś choć raz sporzyć posiłek normalnie? - spytała się brązowowłosa, kiedy kolejny raz rudzielec odezwał się z pełnymi ustami. Reszta wybuchła śmiechem. Chwilę później śmiali się już wszyscy czterej.
Miona delikatnie nachyliła się nad siostrą i szepnęła jej na ucho:
- Muszę Ci coś opowiedzieć.
Jenny zrobiła zdziwioną minę, ale kiwnęła twierdząco głową.
Po śniadaniu miały pół godziny wolnego, więc poszły razem do biblioteki. Miona opowiedziała siostrze wczorajszy wieczór: spotkanie z Draco i jego dziwne zachowanie oraz tajemniczy pokój i nieznane inicjały.
- Musisz mi pokazac ten pokój. - powiedziała młoda Granger - A co do Malfoya to też mi się wydawał jakiś inny niż zawsze. Może rzeczywiście się zmienił?
- Tego nie wiem. Ale jednego jestem pewna: w jego oczach już nie ma tego lodu co dotychczas.- odpowiedziała Hermi.


Pokój Wspólny Gryffindoru, 12.10.1995

- Miona...
- Tak Jen?
- Zauważyłaś, że w tym roku szkolnym Malfoy jeszcze ani razu nie nazwał Cię sz... No wiesz jak.
- Zauważyłam. Praktycznie wcale mi nie dokucza, nie przezywa, nie naśmiewa się ze mnie. - Miona cicho westchnęła i spojrzała w okno na zachodzące słońce. Minął ponad miesiąc od pamiętnego wieczoru i ich rozmowy. Od tamtej pory unikała go jak tylko mogła. Nie chciała znowu stanąć przed nim i spoglądać w jego oczy. Nie chciała znowu zobaczyć tego bólu. A może raczej smutku?
Nie wiedziała jak, ale od tamtej pory zmieniła swoje nastawienie wobec jego osoby. Patrzyła teraz na niego nieco inaczej niż dotychczas. Starała się dostrzegać w nim nie tylko wady, ale i zalety. Powoli zapominała o tym jak ją prześladował przez te wszystkie lata, a na to miejsce wstawiała swoje obserwacje. Zauważyła, że Malfoy stał się cichy i jakby czasami nieobecny. Nie dokuczał już innym tak bardzo jak kiedyś. Czasami dostrzegała go samotnie spacerującego po błoniach lub siedzącego w najdalszym kącie biblioteki. Wtedy zastanawiała się czy do niego nie podejść, nie porozmawiać. Ale gdy tylko dostrzegała jego spojrzenie na sobie rezygnowała i odchodziła. Nie wiedziała nawet jak bardzo młody Malfoy chciał poznać ją bliżej.
- Mionka...
- Słucham?
- Czy ludzie tacy jak Malfoy zasługują na drugą szansę?
- Tak Jenny. Każdemu powinno się ją dawać. A widząc zachowanie Draco można powiedzieć, że jak najbardziej na nią zasługuje. Bynajmniej tak sądzę...
- Hermi, on chyba naprawdę się zmienił... - szepnęła Jen.
- Wiem o tym siostrzyczko, wiem... - brązowowłosa oderwała wzrok od ognia płonącego w kominku i spojrzała się ciepło na siostrę. - Myślę, że teraz ujawnił się nam prawdziwy Draco. A ten, którego znałyśmy przez te wszystkie lata to była tylko jedynie maska, którą nosił na życzenie ojca.
Jenny uśmiechnęła się leciutko do siostry i położyła swoją głowę na jej kolanach. Hermiona delikatnie głaskała ją po włosach. Ponownie zapatrzyła się w wesoło trzaskający płomień.
- Jen, ja idę się przejść. Chcę jeszcze pooddychać świeżym powietrzem.
- Pójdę z Tobą - zaofiarowała się młodsza Grangerówna.
- Nie siostrzyczko. Ja muszę troszkę pomyśleć - uśmiechnęła się i przytuliła siostrę. - Niedługo wrócę - rzuciła tylko, gdy jej brązowe loki zniknęły za portretem Grubej Damy.


Szkolne Błonia, 12.10.1995

Hermiona powoli spacerowała po szkolnych błoniach. Rozmyślała o zmianie Draco. Zastanawiała się co tak na niego wpłynęło, że nagle z aroganckiego, bezczelnego i poniżającego wszystkich arystokraty zmienił się w spokojnego i cichego chłopaka, który coraz częściej przesiadywał sam.
Doszła do jeziora. Usiadła na jego brzegu i zaczęła wpatrywać się w jego toń. Ta głębia była niesamowita i taka tajemnicza. Oddała się swoim rozmyślaniom. Zastanawiała się także nad tym dlaczego ona nadal jest sama. Co prawda ma wspaniałych przyjaciół i cudowną siostrę, ale brakowało jej kogoś, kogo mogłaby pokochać taką szczerą i najprawdziwszą miłością. Kogoś kto by z nią dzielił smutki i radości. Kogoś kto by poprostu był. Jedna samotna łza spłynęła po jej policzku, amyśli smętnie krążyły w jej głowie. Nawet nie zauważyła, że ktoś się do niej przysiadł.
- Nie płacz - powiedział blondyn siadając obok dziewczyny. Podał jej swoją jedwabną chusteczkę z wyszytymi inicjałami D.M. - Proszę
Dziewczyna spojrzała się na niego niepewnie, ale wzięła chustkę. Otarła nią swoje mokre oczka.
- Dziękuję - odpowiedziała i delikatnie się uśmiechnęła to swojego towarzysza.
Siedzieli w ciszy. Żadne z nich nie chciało przypadkiem zburzyć tego, co przed chwilką zbudowali. Tego malutkiego zaczątka pojednania a może i nawet przyjaźni.




Przyjaźń nie jest czymś spontanicznym, automatycznym, jest natomiast owocem obopólnej zgody, decyzji, życiowej postawy, otwartości. Nie staje się, ani nie pozostaje przyjaciółmi przez przypadek. Prawdziwa harmonia jest najpiękniejszym darem wierności prawdzie, uczciwości, sprawiedliwości; jest zawsze zaskoczeniem i zadziwieniem. Tak jak światło gwiazd nie pojawia się jedynie wtedy,
kiedy się je dostrzega, i nie znika, gdy zostało dostrzeżone.


***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [36]


+ Title: C.L. - dowiem się kto to był
+ When: sobota, 8 kwietnia 2006
+ Time: 20:33:52
+ With Us 35 People


Chciałabym na początku poprosić wszystkich, którzy chcą być powiadamiani o nowej notce o wpisanie się do Księgi Gości. Ułatwi mi to o wiele pracę. Z góry serdecznie Wam dziękuję :*
A noteczkę dedykuję blogowi przyjaxn-milosc-strach za to, że jest ze mną od początku ;)
A teraz dalsze losy moich bohaterów:




Korytarze Hogwartu, 01.09.1995 godzina ok 23

Hermiona biegła przez hogwardzkie korytarze ciągle się potykając. Z jej orzechowych oczu spływały krystalicznie czyste łzy. Nie patrzyła dokąd zmierza. Uciekała tam dokąd ją jej nogi poniosą. Tak, gdzie nie będzie jego...
Przystanęła. Zwolniła swoje tempo i po chwili się zatrzymała. Stanęła przed wielkim oknem wychodzącym na błonia i jezioro. Nie wiedziała gdzie się znajduje. Nigdy wcześniej nie była w tym miejscu. Rozejrzała się dookoła, a na końcu korytarza spostrzegła jedyne drzwi. Podeszła do nich powolnym krokiem. Przyglądając się im bliżej spostrzegła, że są prawdopodobnie ręcznie rzeźbione. Widniały na nich różne postacie magiczne takie jak jednorożce czy centaury. Po obrzeżach wiła się jakaś roślina, oplatając swoimi delikatnymi gałązkami postacie stojące w jednym kręgu. Wszyscy stali razem...
Hermiona dotknęła swoją dłonią ich powierzchni. Ztarła nią kurz, który zalegał tam od wielu lat. Można by przypuszczać, że to co kryje się za tymi drzwiami zostało zapomniane, że nikt tu nie zaglądał od bardzo dawna. Gryfonka nieśmiało odszukała klamkę i nacisnęła ją. Do jej uszu dobiegło delikatne skrzypnięcie towarzyszące otwieraniu drzwi. Uchyliła je bardziej, tak że mogła zajrzeć do środka.
W pomieszczeniu panował półmrok. Jedynym żródłem światła było wielkie okno, które wpuszczało srebrzyste promienie księżyca. Hermiona powoli weszła do środka. Uważnie się rozglądała dookoła chcąc zapamiętać jak najwięcej szczegółów z tego niezwykłego miejsca.
Był to jakby pokój. Ale nie taki zwykły. Przy oknie stało wielkie łoże z baldachimem. Po obu jego stronach stały małe szafki nocne. Po środku pomieszczenia na puchowym dywanie stał okrągły stolik z dwoma krzesłami. Na nim stał wazon z kwiatami. O dziwo świerzymi..."Jak to możliwe?"-zastanawiała się dziewczyna. Na przeciwko łoża pod ścianą stały regały zapełnione różnymi księgami. Obok wielkie biurko i wygodne krzesło.
Gdy Hermiona weszła w głąb pomieszczenia zauważyła rzecz, której wcześniej nie dostrzegła.
W rogu pokoju, w najciemniejszym miejscu stała dziecięca kołyska. Śliczna, biała kołyska...
Gryfonka podeszła bliżej. W kołysce była śnieżnobiała pościel, po której fruwały delikatne motylki. Palcami delikatnie przejechała po brzegu kołyski. Powolnym krokiem obeszła ją dookoła i gdy już chciała odchodzić, by przyjżeć się pozostałej części pokoju, dostrzegła wyryte inicjały.
- C.L.... - powiedziała na głos... Zbliżyła dłoń i opuszkiem palca dotknęła srebrne litery. Wydały jej się takie znajome.
Z zamyśleń wyrwało ją bicie zegara. Dopiero teraz go dostrzegła. Wisiał nad kominkiem w przeciwległej cześci pokoju. Stary, zabytkowy zegar. Rzadko się takie spotyka. Chciała podejść bliżej, by się mu przyjrzeć, lecz zdała sobie sprawę, którą godzinę on wybił.
- O Boże... już pierwsza...- wyszeptała i pospiesznie wyszła z pomieszczenia. Zamknęła za sobą drzwi, ostatni raz na nie spojglądając.
- Jeszcze tu wrócę... napewno... - powiedziała i zaczęła biec w kierunku wieży Gryffindoru.

Wieża Gryffindoru, Dormitorium dziewcząt

Hermiona delikatnie uchyliła drzwi od swojej sypialni. Po cichu, tak by nie zbudzić współlokatorek, przeszła przez dormitorium i udała się do łazienki. Po gorącej kompieli szybko wślizgnęła się do swojego łóżka. Zaciągnęła kotary i ułożyła się do snu. W głowie cały czas miała Malfoy'a. Te jego spojrzenie i to ciepło, którego nigdy wcześniej u niego nie dostrzegała. Przypomniało się jej jego dzisiejsze pytanie "Czy uważasz, że jestem aż taki nieczuły?". Niby jedno proste pytanie, a dało jej tyle do myślenia.
- Czyżby on się zmienił?- pomyślała - Nie, to niemożliwe. Przecież to Malfoy. On się nigdy nie zmieni.
Westchnęła i odwróciła się na drugi bok. Nie mogła zasnąć. Te jego oczy nie dawały jej spokoju.
- Dlaczego on taki jest? Dlaczego mam wyrzuty sumienia przez moje dzisiejsze słowa? Dlaczego?! - jej myśli krążyły po głowie. Na żadne pytanie nie była w stanie sobie odpowiedzieć. Bynajmniej nie teraz.
Ułożyła się na plecach i zaczęła wpatrywać się w baldachim swojego łóżka. Na jej oczy padło blade światło promieni księżyca. Odwróciła głowę w stronę okna. Przypomniał się jej ten pokój.
- Dlaczego nigdy wcześniej go nie zauważyła? Dlaczego stoi opuszczony? - za dużo pytań jak na jej zmęczoną główkę.
- C.L. - wyszeptała - dowiem się kto to był.
To były jej ostatnie słowa nim zmorzył ją sen. Oddała swe zmęczone ciało z objęcia Morfeusza.

***Z serc Hermiony i Draco***



komentarze [35]






|Lay by ME | For Only THIS Blog !|